Showing posts with label British Columbia. Show all posts
Showing posts with label British Columbia. Show all posts

Thursday, November 5, 2009

Day 68 / Dzien 68.

The day started with a trip to an oriental market for fresh stuffed buns right out of a steamer. Delicious!
We spent a couple of hours at the Vancouver Art Gallery and then strolled around Punjab Market, which is a very nice Indian/Pakistani neighborhood, before leaving the city.
I really liked Vancouver, even with all its dirt. The dining options made me very happy. During our short visit we had Japanese, Vietnamese, Turkish, Chinese, Indian and Ethiopian. Time to go, I'm probably already 5lb heavier.

- 'Have you purchased anything in Canada that you're bringing into the country?' - asked the American customs officer.
We carefully thought for a moment.
- 'No, sir. We've consumed everything.' - Lee replied.
The officer seemed disgusted with us.
- 'Just go. Good bye.' - we waved us off.
We've never made it across a border in less time.


We headed straight for Seattle to see one of our favorite couples: Ian and Duncan, who welcomed us with homemade pizza and late-night cookies. It's so good to be among friends.


Dzien rozpoczal sie wycieczka do orientalnego supermarketu po swieze nadziewane buly prosto z pary. Pycha!
Spedzilismy kilka godzin w Vancouver Galerii Sztuki i pospacerowalismy po Punjab Market, bardzo sympatycznej indyjskiej/pakistanskiej dzielnicy, zanim opuscilismy miasto.
Naprawde podoba mi sie Vancouver, nawet z calym jego brudem. Opcje kulinarne bardzo mnie uszczesliwily. W ciagu naszej krotkiej wizyty jedlismy po japonsku, wietnamsku, turecku, chinsku, indyjsku i etiopsku. Czas wyjezdzac, juz i tak pewnie jestem o kilka kilo ciezsza.

- 'Czy wwozicie do kraju cos zakupionego w Kanadzie?' - zapytal amerykanski celnik.
Starannie sie zastanowilismy.
- 'Nie, prosze pana. Wszystko skonsumowalismy.' - odpowiedzial Lee.
Celnik wydawal sie nami zdegustowany.
- 'Jedzcie. Zegnam'. - machnal/
Nigdy wczesniej tak szybko nie przekroczylismy granicy.

Pojechalismy prosto do Seattle, zeby odwiedzic jedna z naszych ulubionych par: Iana i Duncana, ktorzy przywitali nas pizza domowej roboty i pozno-nocnymi ciasteczkami. Dobrze jest byc wsrod przyjaciol.




Day 67 / Dzien 67.


It must be bad karma. Lee can barely walk. OK, it might be too much sake as well. He hurt his leg last night, running drunk to get his bag he forgot at a coffee shop. His leg started acting up today when we were in China Town. So unfortunately our extensive plans of city explorations were compromised. We spent the afternoon in West End, which is Vancouver's gay neighborhood, before bringing dinner back to the hotel and then having a few drinks and watching a movie in bed.

To musi byc zla karma. Lee ledwie chodzi. OK, moze to tez byc za duzo sake. Uszkodzil noge biegnac po pijaku po torbe, ktora zostawil w kawiarni. Noga zaczela bolec dzisiaj, kiedy bylismy w China Town, wiec niestety upadly nasze rozlegle plany miejskich eksploracji. Spedzilismy popoludnie w West End, ktora jest gejowska dzielnica Vancouver, zanim powrocilismy z obiadem do hotelu, zeby ogladac w lozku film w towarzystwie kilku drinkow.







Day 66 / Dzien 66.

Vancouver... I can't imagine it hosting the Olympics in just a few months. It's a pretty city, cosmopolitan and with an amazing ethnic food scene, but also dirty, sketchy and ridden with drugs and prostitution.
We chose busy time for our arrival - Saturday night, Halloween and a big football game.
We went out to dinner before heading back to our nice hotel. We chose one with a plug-in internet so that I could use our back up laptop (it doesn't work with wi-fi) and I was able to post a few updates before... it died too. I feel like I lost a leg.

Vancouver... Nie moge sobie wyobrazic, ze to miasto bedzie za kilka miesiecy gospodarzem Igrzysk. To ladne miasto, kosmopolityczne i z niesamowia etniczna scena kulinarna, ale rowniez brudne, niebezpieczne i trapione problemami z narkotykami i prostytucja.
Wybralismy wielce ruchliwy czas na nasz przyjazd - sobotni wieczor, Halloween i wazna gra futbolowa. Poszlismy na obiad a potem zaszylismy sie w hotelu. Wybralismy jeden z kablowym internetem wiec moglam uzywac naszego zapasowego laptopa (nie dziala z bezprzewodowym) i udalo mi sie zuaktualizowac nieco zanim... on tez padl. Czuje sie jakbym stracila noge.






Day 65 / Dzien 65.

We must have been quite a sight for a couple of nights now, dragging our tailpipe and sending sparks flying wherever we went. It got so bad that today we had to look for an auto shop. We got lucky, there was one in Hope.
It was fun. The mechanics lifted the car way up with me sitting inside so I had an hour of peace and I could read undisturbed.
So after all we won't be arriving in Vancouver until tomorrow and, since we got a new tailpipe, without fireworks.

Musielismy wzbudzac nie lada sensacje przez ostatnie kilka nocy, ciagnac po ziemi rure wydechowa i siejac za soba iskry. Sytuacja pogorszyla sie do tego stopnia, ze musielismy szukac warsztatu. Mielismy szczescie, znalezlismy jeden w Hope.
To byla frajda. Mechanicy podniesli samochod ze mna w srodku wiec mialam godzine spokoju i moglam czytac bez zaklocenia.
A wiec jednak nie dojedziemy do Vancouver az do jutra i, skoro mamy nowa rure wydechowa, wjazd bedzie bez fajerwrkow.





Day 64 / Dzien 64.

You know how sometimes you have this bad feeling about something? You know it's totally irrational but you can't shake it off? You try telling yourself it's nothing but instead you just get even more freaked out?
It happened to us last night when we pulled off the road to spend the night at a rest area. It was more secluded than usual, dark and quiet. Perfect. Except something just didn't seem right. It was too calm. Calm before the storm.
We were right. The storm came. A snow storm. And we slept through it. We were stuck. Couldn't make it back onto the road. The bald tires just kept spinning in one place. Our multiple (innovative!) attempts to provide enough traction for the tires proved unsuccessful. It was patient maneuvering that finally got us out.
You'd think that this experience would persuade Lee into getting chains. Wrong.
Made it to Cache Creek tonight so tomorrow we should arrive in Vancouver!

Znasz to zle przeczucie jakie czasem nachodzi? Wiesz, ze jest ono zupelnie irracjonalne ale nie mozesz sie z niego otrzasnac? Probujesz wytlumaczyc sobie, ze to nic takiego, ale strach tylko narasta?
Przydarzylo to sie nam wczoraj wieczorem kiedy zatrzymalismy sie na noc w przydroznym miejscu wypoczynku. Znajdowalo sie ono w bardziej w odosobnionym miejscu niz wiekszosc, i bylo ciemne i ciche. Idealne. Ale cos wydawalo sie nie tak jak powinno. Bylo
za spokojnie. Cisza przed burza.
Mielismy racje. Burza nadeszla. Burza sniezna. I przespalismy ja. Utknelismy. Nie moglismy sie wydostac z powrotem na droge. Lyse opony tylko krecily sie w miescu. Nasze liczne (nowatorskie!) proby zapewnienia oponom niezbednego tarcia zakonczyly sie niepowodzeniem. Uwolnilo nas ostatecznie cierpliwe manewrowanie.
Moznaby sie spodziewac, ze to doswiadczenie skloniloby Lee do zakupu lancuchow. Nie.
Dojechalismy do Cache Creek, wiec jutro powinnismy dotrzec do Vancouver!



Day 63 / Dzien 63.

The first rain-free day in a long time. The world seems different. Better. Dry.

We really need some exercise. Hoped to do a hike today but didn't come across a trail until it was too late into the day.

In Prince George we stopped at Africa Cafe to get a carry-out of sambusas. When the time came to pay or them, our order was twice the size and twice the price it should have been.
- 'What's this?' - we inquired pointing at the extra package.
- 'It's caree-ah' - came an explanation.
- 'But we didn't order it'.
- 'You did. You said: 'caree-ah''.
- 'No, we said: 'carry-out''.
- 'Yes, caree-ah'.
We felt bad. We paid for 'caree-ah'. It turned out to be some mystery meat in gravy. Lee said it wasn't bad.
I'm not convinced 'caree-ah' was on the menu. I'm not even convinced it was ever invented. But one thing I know: this African man is one hell of a salesman.


Pierwszy bezdeszczowy dzien od dluzszego czasu. Swiat wydaje sie inny. Lepszy. Suchy.

Naprawde potrzebujemy ruchu. Mielismy nadzieje pochodzic dzisiaj po gorach ale nie znalezlismy zadnego szlaku az bylo za pozno.

W Prince George wstapilismy do Africa Cafe po sambusy na wynos. Kiedy przyszedl czas, zeby zaplacic, nasze zamowienie bylo dwa razy wieksze i dwa razy drozsze niz powinno bylo byc.
- 'Co to jest?' - zapytalismy wskazujac na dodatkowy pakunek.
- 'To caree-ah' - nadeszlo wyjasnienie.
- 'Ale my tego nie zamawialismy'.
- 'Zamawialiscie. Powiedzieliscie: 'caree-ah'.
- 'Nie, powiedzielismy: 'carry out'*.
- 'Tak, 'caree-ah'.
Zrobilo nam sie glupio. Zaplacilismy za 'caree-ah'. Okazalo sie ono byc niezidentyfikowanym miesem w sosie. Lee powiedzial, ze nie bylo zle.
Nie jestem przekonana, ze 'caree-ah' bylo w menu. Nie jestem nawet przekonana, ze 'caree-ah' zostalo kiedykolwiek wynalezione. Ale jedno wiem: ten mezczyzna z Afryki ma niezwykle efektywna technike sprzedazy.

* carry out = na wynos

Day 62 / Dzien 62.

The Museum of Northern BC wiped my tears but also left me a bit angry. The building is gorgeous, the collections are fair, but whoever put the exhibits together, should be spanked for the incompetence.

After driving 120 miles east, we realised that we would have been better off taking a ferry to Vancouver Island. Going back would have felt like admitting our mistakes though. We don't make mistakes. We kept driving.


Muzeum Polnocnej Kolumbii Brytyjskiej otarlo moje lzy, ale troche mnie rowniez zirytowalo. Budynek jest przepiekny, zbiory niczego sobie, ale ten kto zaprojektowal wystawy powinien dostac po tylku za niekompetencje.

Po przejechaniu 200. km na wschod dotarlo do nas, ze lepiej byloby, gdybysmy zalapali sie na prom na Wyspe Vancouver. Zawrocenie byloby jednak przyznaniem sie do bledu. My nie popelniamy bledow. Pojechalismy dalej.






Day 61 / Dzien 61.

It turns out the Queen Charlotte Islands are off limits. We could take a ferry to the main island but most of the amazing abandoned villages, totem poles and places of the most spectacular scenery are only accessible by boat or plane, and neither are available in the winter (well, I imagine that we could not afford a private plane anyway).

Prince Rupert museum has a collection of Haida artifacts but it's closed on Mondays. I'll have to wait till tomorrow to get my eyes on them.

Prince Rupert has the worst drinking water. It looks just like whey.


Okazuje sie, ze Wyspy Krolowej Charlotty sa poza naszym zasiegiem. Moglibysmy przeplynac promem na glowna wyspe, ale prawie wszystkie niesamowite opuszczone wioski, slupy totemowe i miejsca o najbardziej urzekajacym krajobrazie sa dostepne wylacznie droga morska lub powietrzna, i do tego nic nie kursuje zima (chociaz podejrzewam, ze na prywatny samolot i tak nie byloby nas stac).

Muzeum w Prince Rupert posiada zbiory artefaktow kultury Haida, ale jest zamkniete w poniedzialki. Bede musiala poczekac do jutra zeby je zobaczyc.

Prince Rupert ma okropna wode pitna. Wyglada ona calkiem jak serwatka.

Day 60 / Dzien 60.

Starting last night, until arriving in Prince Rupert, our time on the ferry was a difficult one. The waters were rough and it got so shaky that it made walking on the deck quite a challenge. We were determined to take showers though - who knows when next chance will be? So, now I know what it must feel like to be an ice cube in a bartender's shaker.

We crossed into Canada without problems. They didn't even ask us about money but they did go through the van. They even brought out a drug searching dog. We must be looking suspicious even sans Lee's beard.

Tomorrow we'll look into going to the Queen Charlotte Islands. I hope we can make it happen. Visiting Haida villages would be a dream come true.


Od zeszlej nocy, az po zacumowanie w Prince Rupert, nasz czas na promie nie nalezal do najlatwiejszych. Wody byly wzburzone i kolysalo tak, ze samo chodzenie po pokladzie stalo sie nie lada wyzwaniem. Bylismy jednak zdeterminowani, zeby wziac prysznic - kto wie kiedy przydarzy sie nastepna okazja? Teraz juz wiem jak musi sie czuc kostka lodu w shakerze barmana.

Przekroczylismy granice z Kanada bez problemow. Nawet nie zapytali sie nas o pieniadze, ale przeszukali vana. Przyprowadzili nawet psa od weszenia narkotykow. Widocznie wygladamy podejrzanie nawet bez brody Lee.

Jutro przygladniemy sie opcjom podrozy na Wyspy Krolowej Charlotty. Mam nadzieje, ze bedzie to mozliwe. Wizyta we wioskach Haida bylaby spelnieniem marzen.

Day 57 / Dzien 57.

We crossed back into Alaska today and got to Haines a day early. We're trying to play it safe, and for a change make the ferry. I know, we must be growing up.

The days are short (nights start around 6pm and end around 9am), it's pretty cold and windy, many places are closed for the season, but still I would never want to come to Alaska during busy, packed with tourists summers. Cold and darkness are a small price to pay or having this place to yourself.


Przekroczylismy granice z powrotem na Alaske i dojechalismy do Haines dzien przed czasem. Staramy sie grac ostroznie i dla odmiany zdazyc na prom. Chyba dorastamy.

Dni sa krotkie (noce zaczynaja sie okolo 6-tej po poludniu i koncza okolo 9-tej rano), jest zimno i wietrznie, wiele miejsc jest zamknietych, ale ja i tak za nic nie chcialabym przyjechac na Alaske w srodku tlocznego, pelnego turystow lata. Ziab i ciemnosc to niewysoka cena do zaplacenia za chwilowe posiadanie Alaski na wylacznosc.







Tuesday, September 29, 2009

Day 31 / Dzien 31.

Getting up in the morning is becoming more and more difficult. Today we had breakfast and coffee in bed and looked for excuses not to leave our sleeping bags. It’s getting very cold but Lee still stubbornly refuses to wear his winter clothes.

Took a detour to visit Carcross, and amazing, authentic gold-rush era little town and on the way there discovered tiny Tagish. Lee immediately fell in love with it. Collage plans might be put on hold… Met a couple from Germany who own a motel, a bar, a true northern general store and make the best coffee we’ve had on this trip. In their words: “Yukon just happens to you”. We can tell that it’s already happening to us.

In the evening we met up with our friends Kitsie and Brent in Whitehorse’s Takhini Hot Springs. Yet another great night together. We stayed in the water until we all looked like prunes.


Poranne wstawanie robi sie coraz trudniejsze. Dzisiaj sniadanie i kawe podalismy sobie do lozka i szukalismy wymowek zeby nie wylazic ze spiworow. Robi sie bardzo zimno ale Lee nadal uparcie odmawia noszenia zimowych ciuchow.

Objazdem udalismy sie do Carcross, niesamowitego, autentycznego miasteczka z czasow goraczki zlota i po drodze odkrylismy malutki Tagish. Lee natychmiast sie zakochal. Plany uniwersyteckie moga zostac odlozone... Poznalismy pare z Niemiec, ktora ma motel, bar, prawdziwy polnocny sklep wielobranzowy i robi najlepsza kawe jaka pilismy podczas naszej podrozy. Ich slowami: “Jukon sie przydarza”. Czujemy, ze przydarzy sie nam.

Wieczorem spotkalismy sie z naszymi przyjaciolmi, Kitsie i Brent’em, w Goracych Zrodlach Takhini w Whitehorse. Kolejna wspaniala noc razem. Siedzielismy w wodzie az wszyscy wygladalismy jak suszone sliwki.





















Day 30 / Dzien 30.

On a freezing, rainy morning, the idea of soaking some more in the hot springs quite delightful. The idea of getting out of them… I didn’t have the courage. Instead, we armed ourselves with hot coffee and hid in Brent and Kitsie’s camper to look through their fantastic wildlife shots.

Wonders awaited us in Watson Lake: hot showers with music in the background. Hallelujah! Also in Watson Lake: signpost forest and the most expensive grocery store in the world.

Lee just told me that last night he was approached by an older lady who asked if he was there to guard people in the hot springs from the bears. The beard magic again!


W lodowaty, deszczowy poranek wizja ponownego wygrzania sie w goracych zrodlach jest wysmienita. Wizja powrotu z nich… Nie mialam odwagi. W zamian, uzbrojeni w goraca kawa, zaszylismy sie w kamperze Brenta i Kitsie, aby ogladac ich fantastyczne zdjecia dzikich zwierzat.

Cuda czekaly na nas w Watson Lake: goraca prysznice z muzyka w tle. Alleluja! Rowniez w Watson Lake: las znakow na slupach i najdrozszy spozywczy swiata.

Lee wlasnie mi powiedzial, ze wczoraj podeszla do niego starsza pani i zapytala czy on jest tam po to, zeby ochraniac ludzi w goracych zrodlach przed niedzwiedziami. Znowu magia brody!





Day 29 / Dzien 29.

The day started with Lee finding an overturned quad ran off a very steep side of a mountain, and going on a search mission. Nobody to be rescued was found. We called it in after finally coming across a working payphone. Our guess is that it was stolen and somebody got rid of it after having their share of fun on it.

We’ve been taking our time on the Alaska Highway – stopping to take pictures, watch animals (they’re very nonchalant here) and just to take the scenery in.

We met a couple, Brent and Kitsie, who are traveling the States and Canada photographing wildlife. We ran into them again in Liard River and spent the evening together, soaking in (very) hot springs and then having a potluck dinner and drinks by the fire.

Dzien rozpoczal sie odkryciem dokonanym przez Lee: lezacym do gory kolami quadem, ktory spadl z bardzo stromego zbocza. Lee odbyl misje poszukiwawcza ale nikogo nie znalazl. Zglosilismy to kiedy w koncu natrafilismy na dzialajacy telefon. Stawiamy na to, ze quad byl kradziony i ze ktos nim pobawil, a potem sie go pozbyl.

Nie spieszymy sie na Alaska Highway – zatrzymujemy sie zeby zrobic zdjecia, obserwowac zwierzeta (sa tu one bardzo nonszalanckie) i zeby nacieszyc sie widokami.


Poznalismy pare, Brent i Kitsie, ktora podrozuje po Stanach i Kanadzie fotografujac dzikie zwierzeta. Wpadlismy na nich ponownie w Liard River i spedzilsimy razem wieczor, najpierw taplajac sie w (bardzo) goracych zrodlach, a potem robiac potluckowy obiad i wygrzewajac sie z drinkiem przy ognisku.




















Monday, September 28, 2009

Day 28 / Dzien 28.

We made it to BC and are on the Alaska Highway! It’s been stunning! But today brought some disappointments too. We were sooo looking forward to this campground in Fort Nelson and all its luxuries: showers, electric hookups, internet and laundry. Let’s be honest – we’re pretty dirty by now. But we didn’t care much for neither the campground nor for Fort Nelson. I accidentally cut someone off on the road what resulted in a very disproportional display of aggression and hatred. We decided to suck it up and remain dirty for one more day.

Dojechalismy do Kolumbii Brytyjskiej i jestesmy na Alaska Highway. Widoki zwalaja z nog! Ale przezylismy dzisiaj rowniez rozczarowanie. Baaardzo sie cieszylismy na kemping w Fort Nelson i jego wszelkie luksusy: prysznice, prad, internet i pralnie. Nie ma co ukrywac: niezle z nas obecnie brudaski. Ale kiepskie byly zarowno kemping, jak i Fort Nelson. Niechcacy zajechalam komus droge, wywolujac zupelnie nieproporcjolny wybuch agresji i nienawisci. Zdecydowalismy, ze wytrzymamy w brudzie jeszcze jeden dzien.