Showing posts with label Brookline. Show all posts
Showing posts with label Brookline. Show all posts

Friday, October 3, 2014

And this isn't my nose. This is a false one.

Our Boston pad, due to its size also dubbed the Glorified Broom Closet, had many other flaws as well: high rent, a 1st floor location, no balcony, a linoleum kitchen floor, an awfully loud entrance door right beneath our bedroom, no dogs allowed, windows overlooking trashcans, and even an aggressive nut job temporarily camping out in the basement. But we still loved living in it. Nasze bostońskie mieszkanie, z racji swojego rozmiaru nazywane Gloryfikowanym Schowkiem na Miotły, miało również wiele innych wad: wysoka cena, parter, brak balkonu, linoleum w kuchni, potwornie głośne drzwi wejściowe tuż pod naszą sypialnią, zakaz wstępu psom, widok na śmietnik, a nawet agresywny wariat mieszkający chwilowo w piwnicy. A mimo to mieszkało nam się tam świetnie.


The list on the blackboard reminded us about eating/drinking/popping healthy things, but one day a part of the list disappeared in lieu of the wanted notice, which still makes me crack up: "WANTED for guacamole theft and general douchebaggery."  Lista na tablicy przypominała nam o jedzeniu/piciu/zażywaniu różnych zdrowych rzeczy, ale pewnego dnia część listy niespodziewanie zniknęła na rzecz listu gończego, który nadal wywołuje u mnie głupawkę: "POSZUKIWANA za kradzież guacamole i ogólne draństwo." 

My bedroom office. I get wild satisfaction when I partake in serious talks while bouncing on a balance ball in my jammies. Biuro w sypialni. Mam dziką satysfakcję kiedy uczestniczę w ważnych rozmowach odbijając się w piżamie na piłce do ćwiczeń. 




Glorified Broom Closet, we'll miss thou!!
Gloryifkowany Schowku na Miotły, będziemy za Tobą tęsknić!!

Monday, August 4, 2014

Turn them into roads! Pull 'em up! Turn them into roads! Railways are no good!

I'm not all that good at this game of being a grown up. I often lose my balance and  work takes the reins.

And so a few months ago I dreamed out an idea: what if I could squeeze my 40 hours of work into 4 days and spend the remaining 3 as I wished? Even better, what if I could take my job on the road and finally go visit with people we love and miss?


My boss said yes to both (I was right writing 8 moths ago that I had a very good gut feeling about my company!) and so in early September we are packing up and heading South for a little while!

Wish us wide roads and speedy Internet!
Kiepsko się sprawdzam w roli dorosłego. Zbyt często gubię równowagę i lejce przejmuje praca.

Kilka miesięcy temu wymarzyłam sobie rozwiązanie: a co gdybym mogła upchać 40 godzin pracy w 4 dni i mieć pozostałe 3 tylko i wyłącznie dla siebie? Albo jeszcze lepiej, co gdybym zabrała pracę w drogę i w końcu ruszylibyśmy odwiedzić tych ukochanych i wytęsknionych?

Mój szef się zgodził (miałam rację pisząc 8 miesięcy temu, że mam  przeczucie, że to jest fajna firma) i na początku września pakujemy manatki i ruszamy na Południe!


Życzcie nam szerokiej drogi i szybkiego internetu!



A drowning man will clutch at a catdick.
Tonący kotofiuta się chwyta.


It's easy to go either way on Charles River since it does not have a current (wait, what?!). Na Charles River pływa się łatwo w obu kierunkach, bo rzeka nie ma nurtu (ale jak to?!).


This car port! A picklehaube if I've ever seen one!
Ten garaż! No wypisz, wymaluj pikielhauba!





Friday, July 18, 2014

The sky, she was stormy that night. Suddenly, the phone rang. R-r-r-r-r-r-r-rang r-r-r-r-r-r-r-rang

Photo dump, part 2.
Miks urywków z życia, część 2.

Ola and Tomek came for a visit. Undocumented: an entertaining evening. Documented: a hungover morning. Ola i Tomek przybyli z wizytą. Nieudokumentowany: rozrywkowy wieczór. Udokumentowany: skacowany poranek.

A second visit to the Boston Library. The first one lives on an undeveloped film. This representative room reminds us of the Wawel Castle, but it smells like an old Irish pub, where whole generations spilled beer on a wooden bar. Druga wizyta w Boston Library. Pierwsza mieszka na niewywołanej jeszcze kliszy. Ta reprezentacyjna sala przypomina nam Wawel, ale pachnie jak stary irlandzki pub, gdzie całe pokolenia ulewały piwo na drewniany bar.

A part of the Charles River Esplanade is an enbankment separating the artificial lagoon from the river. I was digging in the Internet, looking for some info on the author of this idea (interferences to the natural run of rivers always piss me off) and came across FourSquare where somebody is helpfully advising not to drink the water from the lagoon. Crap, where will I now fill up my water bottle? Częścią promenady nad Charles River jest wał oddzielający sztucznie utworzoną lagunę od rzeki. Grzebałam w internecie w poszukiwaniu informacji na temat autora tego pomysłu (ingerencje w naturalny bieg rzek zawsze mnie wkurzają) i trafiłam na FourSquare, gdzie ktoś uczynnie radzi, żeby nie pić wody z laguny. Cholera, to gdzie ja teraz będę bidon napełniać.

Aside from sailboats, kayaks, canoes, and rowing boats, one can rent a SUP board as well. Poza żaglówkami, kajakami, kanadyjkami i łodziami wiosłowymi, nad rzeką wypożyczyć można też deskę SUP.

I took Ola and Tomek to get a lobster roll. Some of the best in Boston are served at James Hook & Company which occupies a converted industrial container on the waterfront.
Zabrałam Olę i Tomka na bułę z homarem. Jedne z najlepszych w Bostonie serwuje James Hook & Company okupujący zwykły industrialny kontener na wybrzeżu.


A weekend in Watertown.
Weekend w Watertown.

We finally have pots! And a tea pot. And an iron cast pan. Here are the preliminary stages of an Ethiopian feast. In this weather, getting fresh injera, for which we travel all the way to Cambridge, is a logistic contortion. If we arrive too early, we get yesterday's injera, which will go moldy right away; if we arrive too late, we get today's one which has already set outside of the fridge and will also go moldy right away. W końcu mamy gary! I czajnik też. I żeliwną patelnię. Tutaj początkowe fazy etiopskiej uczty. Przy tej pogodzie zakup świeżej indżery, po którą jeździmy aż do Cambridge, wymaga logistycznych wygibasów - pojaw się za wcześnie i dostaniesz wczorajszą, która zaraz spleśnieje; pojaw się za późno i dostaniesz dzisiejszą, która już poleżała poza lodówką i też zaraz spleśnieje.

Lee and his therapeutic putty. For muscles, not for nerves.
Lee i jego terapeutyczna masa plastyczna. Na mięśnie, nie na nerwy.

I bought the cat a battery operated fish. Excitement span: 2 minutes tops.
Kupiłam kotu rybę na baterie. Ekscytacja trwała może dwie minuty.

Don't approach without a stick - Lee's giving birth to another Master's thesis. Tryb 'bez kija nie podchodź', czyli Lee rodzi kolejną magisterkę.

The other day I found myself picking vegan maki to test from Avana Sushi from the last post. The cell phone stand has disappeared! The end of an era. Á propos sushi, in a recent interview for the Smithsonian Magazine, Anthony Bourdain said: "Lots of people have begun to understand that sushi has almost nothing to do with freshness. It's all about the sweet spot during its decay." Ha!
Kilka dni temu zawędrowałam do Avana Sushi z poprzedniego posta żeby przetestować ich wegańskie maki - stoisko z telefonami zniknęło! Koniec epoki. Á propos sushi, w jeszcze ciepłym wywiadzie dla Smithsonian Magazine, Anthony Bourdain powiedział: "Lots of people have begun to understand that sushi has almost nothing to do with freshness. It's all about the sweet spot during its decay." Ha.


Saturday, July 5, 2014

Ground zero, the locus for a series of mysterious nocturnal exsanguinations.

Snippet dump of our mostly thrill-free life, part 1. Miks urywków z naszego (mało ostatnio ekscytującego) życia, część 1.


Holy trinity - shakes, tacos, and spring rolls - easily makes for a half of our meals. By the way, don't believe the pics - I've been 100% vegan for 2 months now. Święta trójca - szejki, tacos i spring rolls - to spokojnie ponad połowa naszych posiłków. A tak w ogóle, to nie wierzcie zdjęciom - od dwóch miesięcy jem 100% wegańsko.

Sock It to Me makes the best socks. I got these for my cousins, but I've been threatening to get some for myself too! Sock It to Me robi najfajniejsze skarpety. Te kupiłam dla kuzynów, ale odgrażam sobie, że sobie też kupię!

This evicted T-Rex has appeared here already. This time we met on the occasion of our visit to the Museum of Science, which we found a sly way to visit for free. Ten eksmitowany T-Rex już się tu kiedyś pojawił. Tym razem spotkaliśmy się przy okazji naszej wycwaniaczonej za darmochę wizyty w Museum of Science. 

We caught a temporary exhibition devoted to all things food, which lifted a bit our overall impression of the museum. If we ever return (although I doubt that), we'll bring a supply of earplugs and tranquilizers - I've never been to a museum where more screaming and running around takes place. Trafiliśmy na tymczasową wystawę o żarciu, co podratowało nieco naszą opinię o muzeum. Jeśli kiedyś tam wrócimy (choć się nie zapowiada), to tylko z zapasem zatyczek do uszu i tabletek na uspokojenie - to najbardziej rozbiegane i rozwrzeszczane muzeum, w jakim kiedykolwiek byliśmy.

This exhibit included comparisons of typical meals of famous people, i.a. Gandhi and Michael Phelps. Above is Ötzi's last meal, recreated based on the analysis of the contents of his stomach. Wystawa obejmowała między innymi porównanie typowych posiłków sławnych ludzi, m.in. Gandhiego i Michaela Phelpsa. Powyżej ostatni posiłek Ötziego, odtworzony na podstawie analizy zawartości jego żołądka.

It's hard to find Avana Sushi, because it's located... at a cell phone store, at a department store in Chinatown. I really like such inconspicuous places where people eat while perched in strange positions, and crowded so much, they nudge each others' elbows, because then it's obvious that the food is worth the discomfort.  Avana Sushi trudno znaleźć, bo mieści się... w sklepie z telefonami komórkowymi, w domu towarowym w Chinatown. Bardzo lubię takie niepozorne miejsca, gdzie ludzie jedzą przycupnięci w dziwnych pozycjach, z braku miejsca poszturchując sąsiadów łokciami, bo wiadomo, że jest jedzenie jest warte niewygód. 

This strange maki is wrapped in soy paper. Seaweed's better. To dziwaczne maki zawinięte jest w papier sojowy. Wodorosty lepsze.

Baptists Tremont Temple from the balcony up... Baptystyczna Tremont Temple od balkoniku w górę...

...and from the balcony down. Somehow, I got myself convinced that this used to be a masonic temple. It wasn't and this discovery really disappointed me. ...i od balkoniku w dół. Nie wiem dlaczego, ale ubzdurało mi się, że to była kiedyś loża masońska. Nie była i ten fakt strasznie mnie rozczarował.
  
Another place we got to visit for free - the New England Aquarium. We had 4 passes, so we waited at the ticket booth until we found somebody who looked nice and not loaded to give our spares to. Kolejna wycwaniaczone za friko wejściówki, tym razem do New England Aquarium. Wejściówki mieliśmy cztery, więc przed kasą oceanarium poczekaliśmy aż pojawi się ktoś, komu dobrze z oczu patrzy i nie wygląda na bogacza.

We got invited to a 1st birthday party. I follow a rule of not buying gifts I would not want to receive myself, so plastic toys in loud colors were out of the question. The birthday boy got a rocking horse from us (but was way more excited about the balloon). Zostaliśmy zaproszeni na 1. urodziny. Z zasady nie kupuję nigdy prezentów, których sama nie chciałabym dostać, więc nie było mowy o krzykliwych zabawkach z plastiku. Solenizant dostał od nas konia na biegunach (ale bardziej ucieszył się z balona).

The last time we saw cousin Heather was in Prague (here, here, here, and here). This time we met in Boston. Z kuzynką Heather ostatni raz widzieliśmy się w Pradze (tutaj, tutaj, tutaj i tutaj). Tym razem spotkaliśmy się w Bostonie.

On my birthday I think I ate the most dessert since childhood. I was soon to regret it, as we jumped into a cab that was chaotically driven by a Haitian, who went back and forth between fury and sobbing. We met up with the family for dinner and then Lee took me to a surprise concert of Debo Band - an American-Ethiopian jazz band. W moje urodziny pożarłam chyba najwięcej deserów od czasów dzieciństwa. Wkrótce tego pożałowałam, bo wskoczyliśmy w taksówkę chaotycznie prowadzoną przez Haitańczyka, który na przemian wpadał w furię i płakał. Spotkaliśmy się z rodziną na obiedzie, a potem Lee zabrał mnie na koncert-niespodziankę, który okazał się występem Debo Band - amerykańsko-etiopskiego zespołu jazzowego.

Stereo Jack's Records always has an interesting window display. Stereo Jack's Records zawsze ma ciekawą wystawę.