Showing posts with label Baltimore. Show all posts
Showing posts with label Baltimore. Show all posts

Sunday, May 22, 2016

His bug eyes spy every crime buzz buzz.

Względnie zachowane wszystkie klepki uważam za wielki sukces. Bo ostatnie trzy tygodnie powinny były pozostawić nas w stanie bezklepkowym.

Wylatujemy z Krakowa. Kanapka z margaryną i dwoma plasterkami ogórka. Lufthansa nie rozpieszcza. Legend. Everybody’s hardy for Hardy.

Boston. Tydzień w biurze. Piwo z zaprzyjaźnionym strażakiem. Obiady z dziewczynami z pracy. Kłócimy się z Lee o wycieraczki. Jeden telefon zmienia wszystko. Odszedł On.

Ciężka droga do Baltimore w dwa samochody. Rzucamy się w objęcia przyjaciół. Najlepsza terapia. Idziemy odwiedzić nasze ulubione meble i pamiątki ukryte w piwnicy. Wszystko pożarte przez pleśń. Dwa dni w maskach, może coś uratujemy. Nie bardzo. Rano odkrywam mrowisko w laptopie. Godzinami niechętnie morduję.

Czyli jednak musimy zabrać graty. Wypożyczamy ciężarówkę. Portfel płacze łzami z drobniaków. Mechanik imieniem Jihad pomaga nam załadować samochód na ciągniętą za nami lawetę. Przed nami 4500 kilometrów. 

Dzień 1. Maryland, Pensylwania, Ohio, Indiana, Illinois. Ale nuda. Kiedy dojeżdżamy do hotelu, jest już piątek trzynastego. Utykamy na parkingu. W histerycznych próbach uwolnienia się rozjeżdżamy wymanikiurowany trawnik. Nie ma mocnych, musimy zdjąć i samochód, i lawetę. 

Dzień 2. Illinois, Iowa, Nebraska. Strasznie leje, strasznie wieje. Wiatr spycha nas z pasa na pas. Pół żywi docieramy do hotelu. Hotel jest pet-friendly, ale kotów nie przyjmuje. Przemycamy kota. Pościel pełna włosów z klaty. Idziemy naskarżyć. Dostajemy lepszy pokój.

Dzień 3. Nebraska, Wyoming, Utah. W Wyoming po raz pierwszy wyjmuję aparat. Ale widoki! ‘Fuck me in my monkey!’ - wykrzykuje zdumiony Lee. Klockowe góry, konie, nieprzyzwoicie niebieskie niebo okłada po pysku nieprzyzwoicie zielone pastwiska. Gdzie ci kowboje. I rodea. Wrócę tutaj na wakacje.

Dzień 4. Nevada, Kalifornia. O szóstej rano kawa w kasynie pełnym zombi z poprzedniej nocy. Góry, góry, góry. Wyścig z czasem. Nawet widok na zatokę już nie robi na nas wrażenia. Utykamy w korkach. W końcu Berkeley. 

Do samoobsługowego magazynu jak z filmów Saw docieramy godzinę przed zamknięciem. Z ciężarówki do windy, z windy na wózek, z wózka do składziku. 

Musimy oddać ciężarówkę. Jadę potwornie zakurzonym po pustyni samochodem i nic nie widzę. Dojeżdżamy do wypożyczalni. Dawno zamknięta, ale gdzieś ma być skrzynka na klucz. Nie ma. W końcu jest. Otwarta na oścież. Co teraz. Dobijamy się do zamkniętego sklepu budowlanego, menadżerowi wciskamy klucz. Mówi, że zwróci w naszym imieniu. 

Po piwo, po żarcie, dom. Karmię kota i natychmiast tracę przytomność. Rano muszę pracować, więc Lee dzwoni zainstalować internet. Zasypia w trakcie rozmowy z biurem obsługi klienta. Napisy końcowe.

Kabelek do aparatu utknął gdzieś w rupieciach, więc dzisiejsze zdjęcia sponsoruje mój średniowieczny telefon. Oraz literka K. Jak w końcu, kurde, Kalifornia!


Cyrk zaraz wyruszy z Baltimore. 

Rano mieszczuch odkrywa egzotyczny widok z hotelowego okna.

Przejechaliśmy w poprzek kontynentu, widzieliśmy jednego autostopowicza.

Nie możemy zaprzeczyć, Nebrasko.



Tuesday, October 14, 2014

The eggs... explode?

After a whole day of work and deranged packing, we left Brookline in the middle of the night. Right before New York City, we pulled into a random parking lot and collapsed for a nap in awkward positions in the truck's cabin. 

A night spent at our friends' house in Baltimore. The city greeted us with a shooting and police blockade. And with food poisoning. I sat behind a wheel for the first time in years. "Wait, which one is the gas and which one is the break again?" 

We made it to South Carolina before midnight. Little Man did not hold a grudge at all for the discomforts of two days on the road. We have the best cat. Period. Who disagrees gets a punch on the nose and a shank in the kidney.
Po całym dniu pracy i wariackiego pakowania, w środku nocy opuściliśmy Brookline. Tuż przed Nowym Jorkiem opadliśmy z sił i zasnęliśmy na pierwszym lepszym parkingu powykręcani w niewygodnych pozycjach w kabinie ciężarówki. 

Noc spędzona u przyjaciół w Baltimore. Miasto przywitało nas strzelaniną i policyjną blokadą. I zatruciem pokarmowym. Po raz pierwszy od kilku lat siadłam za kółkiem. "Zaraz, to z której strony gaz, a z której hamulec?" 

Przed północą dojechaliśmy do Karoliny Południowej. Little Man wcale się na nas nie obraził za niewygody dwóch dni w drodze. Mamy najlepszego kota pod słońcem. Kto się nie zgodzi, fanga w nos i kosa w nerkę.


The vestibule of Viv and Kev's house.
Przedsionek domu Viv i Kevina.

Kevin's barber shop after hours.
Zakład fryzjerski Kevina po godzinach.

The first morning in South Carolina.
Pierwszy poranek w Karolinie Południowej.

Thursday bar trivia. It felt like we were not doing too well, yet we won! Czwartkowa trivia w barze. Mieliśmy wrażenie, że kiepsko nam idzie, ale jednak wygraliśmy!
  
Hugo follows people like a dog. Shoes are a must when entering his enclosure, as Hugo sometimes confuses painted toenails for raspberries. Hugo chodzi za człowiekiem jak pies. Do jego zagrody wstęp tylko w butach, bo mylą mu się czasem pomalowane palce u stóp z malinami.

Renovation of the bathroom in Pops' cabin.
Remont łazienki w chacie Popsa.

A weekend visit to an empty hospital.
Weekendowa wizyta w pustym szpitalu.

Dinner by Lake Hartwell. The contents of my plate became a subject of a bet. Lee did not believe my stomach would fit it all. Phee! Obiad nad jeziorem Hartwell. Zawartość mojego talerza stała się obiektem zakładu - Lee nie dowierzał, że mój żołądek wszystko pomieści. Phi!

After a few weeks of inactivity, the outer kitchen quickly gets overtaken by nature. Po kilku tygodniach nieużywania, kuchnia zewnętrzna szybko zaczyna być przejmowana przez przyrodę.

An MRI, for which we jumped through hoops, argued with the world and each other, cussed, and finally, broke speed limits rushing to make it to the last appointment of the day in the machine's schedule. We made it. Rezonans magnetyczny, dla którego przeskakiwaliśmy przez biurokratyczne kłody, kłóciliśmy się ze światem i między sobą, rzucaliśmy mięsem i w końcu pędziliśmy z pacjentem na złamanie karku na ostatnie okienko w rozkładzie maszyny. Zdążyliśmy.



Thursday, March 27, 2014

"A w głowach mają oczy, w głowach mają uszy, w głowach mają miasto."

For four days spent in Baltimore, I bitched and whined about my Canon forgotten at home (like Kevin).


Good luck taking pictures of wiggly babies, bouncy 3 year olds, and dogs with ADHD with an analog! Indoors! Opium for them, valium for me! Make it a double!


So at the next getaway (Vermont will soon debut on the blog), I did not even take the Canon out of the bag. Makes sense, right?
Przez cztery dni w Baltimore złorzeczyłam i psioczyłam, bo strasznie mi brakowało zapomnianego w domu (jak Kevin) Canona. 

Powodzenia w fotografowaniu analogiem wijących się niemowlaków, żwawych trzylatków i psów z ADHD! I to we wnętrzach! Opium dla nich, valium dla mnie! Podwójne!

No to podczas kolejnego wyjazdu (Vermont wkrótce zadebiutuje na blogu) Canona nawet nie wyjęłam z torby. Logiczne.


The beautiful Penn Station building. Its top three floors will in the future become a hotel. In the past, I had slept in a B&B in an old train car or in lodgings in a treetop. A hotel at a train station? Why not!  Piękny budynek dworca Penn Station, którego trzy najwyższe piętra mają kiedyś mieścić hotel. Zdarzyło mi się spać w pensjonacie w starym wagonie kolejowym, czy w kwaterze na drzewie. Hotel na dworcu? Czemu nie. 


All Michelle's pets have British names. Here's Charlie. Wszystkie zwierzęta Michelle mają brytyjskie imiona. Tutaj Charlie. 

And here's Dudley. Gus waited our visit out under a blanket. A tutaj Dudley. Gus przeczekał naszą wizytą pod kołdrą.

Michelle's neighborhood, Roland Park, was the first planned suburb in Northern America. Roland Park, gdzie mieszka Michelle, było pierwszym zaplanowanym przedmieściem w Północnej Ameryce.

This 19th century church has been converted into a house. Your own bell in your own tower? A dream! Ten XIX-wieczny kościół przerobiony został na dom. Własny dzwon na własnej wieży? Marzenie!

This mural is a part of the Baltimore Love Project. Ten mural jest częścią Projektu Baltimore Love.

Glenn and Michael's new apartment. 
Nowe mieszkanie Glenna i Michaela.

A view of working boats.
Widok na łodzie pracujące.

And a view of retired ones. Plus an ill-fated old power plant adapted into shop/restaurant/office space, where almost every business is doomed to go, well, out of business. I na łodzie emerytowane. Plus pechowa stara elektrownia przerobiona na sklepy, restauracje i biura, w której bankrutują wszystkie biznesy.

Monday, March 17, 2014

I can't think of who I'd want to be stuck in an elevator with, except maybe Amelia Earhart.

Are you too tortured by the awful feeling that you have forgotten something when you're leaving the house for a longer while? I always am and, usually, for a good reason. I notoriously leave behind my comb and my toothbrush. But this time I hit a new low: upon arrival at the airport, I discovered that I brought the filters, the camera charger, the cord, but... not the camera. On the flip side, I did accidentally drag the analog camera along with me, so some film pictures will appear here at some point.


Here are some photos from our short visit to Baltimore, as captured by my phone. 
Też tak macie, że kiedy wychodzicie z domu przed dłuższą nieobecnością, męczy Was to okropne uczucie, że czegoś zapomnieliście? Mnie męczy zawsze i zwykle okazuje się, że słusznie. Notorycznie zapominam o grzebieniu lub szczoteczce do zębów. Ale tym razem pobiłam samą siebie: dopiero na lotnisku odkryłam, że filtry mam, ładowarkę mam, kabel mam, za to zapomniałam... aparatu. Udało mi się za to całkiem niechcący przytaszczyć ze sobą analoga, więc jakieś zdjęcia z kliszy jeszcze się kiedyś pojawią.

A zatem telefonowa fotorelacja z naszej krótkiej wizyty w Baltimore.


Don't let the appearances fool you! This frigid looking land turned out to be way warmer than what Boston has gotten us used to in recent months.
Pozory mylą! Ta mroźnie wyglądająca kraina okazała się znacznie cieplejsza niż to, do czego przyzwyczaił nas w ostatnich miesiącach Boston. 

After a night spent at our friends' place, in the fine company of their new pup, my asthma attack caused us to dramatically evacuate to a hotel (we also discovered that Lee had forgotten to pack the cosmetic/medicine bag, the curse of the forgotten toothbrush is still going strong!).
Po nocy spędzonej u przyjaciół w towarzystwie ich nowego szczeniaka, atak astmy zmusił nas do dramatycznej ewakuacji do hotelu (przy okazji odkryliśmy, że Lee zapomniał torby z kosmetykami i lekami, klątwa zapomnianej szczoteczki do zębów trwa!).


A view of the... Katyn Memorial. I'm wondering if this is why Lee's watching Wajda's 'Katyń' right now.
Widok na Pomnik... Katyński. Ciekawe czy to dlatego Lee ogląda właśnie 'Katyń' Wajdy.

Shopping at favorite stores in Hampden.
Zakupy w ulubionych sklepach w Hampden.

And a visit to Glenn's store. Michelle is presenting her vintage scores.
I wizyta w sklepie Glenna. Michelle prezentuje swoje wintydżowe łupy.


North Avenue's coming back to life. Recently, a radical co-op coffee shop/bookstore/vege eatery, Red Emma's, has moved there.

On the way to dinner with Chris, taking an unplanned route, we spotted a sign: 'Tijuana Tacos'. Screams, shrieks, and turning around on screeching tires. Back in the day, we had Tijuana for a neighbor. I learned my first Spanish words to order food when the English speaking owner was not in. We still reminisce about a spontaneous block party that broke out after concerned neighbors gathered to discuss an armed robbery of Tijuana. Later, it closed its doors and we were left with a hole in our hearts and stomachs. Hallelujah, Tijuana is alive!
North Avenue coraz bardziej odżywa. Ostatnio przeprowadziła się tam radykalna co-op kawiarnia/księgarnia/vegejadalnia Red Emma's.

W drodze na obiad z Chrisem, nieplanowaną trasą, natknęliśmy się na szyld 'Tijuana Tacos'. Wrzaski, piski i nawracanie na skwierczących oponach. Z Tijuana Tacos mieszkaliśmy kiedyś po sąsiedzku. Pierwszych hiszpańskich słów w życiu uczyłam się po to, żeby móc zamawiać tam jedzenie, kiedy nieobecny był akurat mówiący po angielsku właściciel. Do tej pory wspominamy spontaniczną imprezę na naszej przecznicy, w którą zamieniło się zgromadzenie zaniepokojonych sąsiadów po rabunkowym napadzie właśnie w Tijuanie. Potem została zamknięta, a nam pozostała dziura w sercu i żołądku. A okazuje się, że Tijuana żyje!

Beers and shuffleboard with Chris at the Laughing Pint.
Piwo i shuffleboard z Chrisem w Laughing Pint.

An Easter chicken shitting out bubble gum. As well as an unusually unappetizing restaurant name.
Wielkanocny kurczak srający gumą do żucia. Oraz wyjątkowo mało apetycznie brzmiąca restauracja.

A visit to Canton and one of the best doors in Baltimore featuring three local symbols: a crab, Mr. Boh (the mascot of the Natty Boh beer), and the Old Bay seasoning.
Wizyta w Canton oraz jedne z najfajniejszych drzwi w Baltimore z trzema lokalnymi symbolami: krabem, Mr. Boh (maskotką piwa Natty Boh) oraz przyprawą Old Bay.

A breakfast to-go. One for the lady, one for the dude.
Śniadanie na wynos. Jedno dla damy, drugie dla chłopa.

The beautiful house of our friends.
Piękny dom przyjaciół.

An Afghan lunch with Viv and fulfilling late-night drunk food cravings with Michelle and Chris.
Afgański lunch z Viv i zajadanie pijackich głodów w środku nocy z Michelle i Chrisem.

Till the next time, Baltimore!
Do następnego razu, Baltimore!

Monday, December 2, 2013

Gilda, are you decent?

I've been organizing my hard drive. I've been wading through the picture archive and constantly finding things that make us cry with laughter. Zabrałam się za porządki na dysku. Przedzieram się przez archiwum zdjęć i co chwilę znajduję coś, co sprawia, że wyjemy ze śmiechu.
I present you with the pictures which have us cracking up the most. Some of them them date back to prehistoric times or, at least, to the pre-blogging ones! Przed Wami zdjęcia, przy których rechotaliśmy najbardziej. Niektóre z nich sięgają czasów prehistorycznych albo co najmniej przedblogowych!


Little Man under.
Little Man pod narkozą.

Lee in Seattle. So creepy!
Lee w Seattle. Co za dziwak!

He looks like a senior soaking up Florida sun, no?
Kuracjusz wiosennego turnusu uzdrowiskowego w Ciechocinku.

He deserved it too!
Zasługiwał!

A revelation on a wall of a Camaldolese Priory.
Objawienie na ścianie Klasztoru Kamedułów.

Back in a day, when he was a little rabbit...
Będąc młodym królikiem...


Photo: Lee
Prague's uncut, polished.
Fot.: Lee
Praski nieobrzezany, wypolerowany.

That look! That fat!
Ten wyraz twarzy! Ten tłuszcz!

That's right! Just looking at Joel makes me laugh though.
Prawda! Ale Joel nic nawet nie musi mówić, a ja już się śmieję.

Turning 30 made me feel old and sad.
30 urodziny sprawiły, że poczułam się staro i smutno.

Lee'd argue but trust me, he has no sense of rhythm whatsoever. Tested!
Lee sprzeczałby się, ale wierzcie mi, on zupełnie nie ma poczucia rytmu. Potwierdzone!

This half-DJ is leaving after his ear surgery. If he knew what was awaiting (me driving him home in the rain and DC traffic, before I got my license), he probably would have chosen to stay at the hospital. Ten połowiczny DJ wraca do domu po operacji ucha. Gdyby wiedział co go czeka (jazda ze mną w deszczu i w waszyngtońskich godzinach szczytu zanim miałam prawo jazdy), prawdopodobnie zostałby raczej w szpitalu.

'Oh hi. You're home early.'
'O, cześć. Wcześniej wróciłaś.'

I just retrieved my top from this goat's mouth.
Właśnie odzyskałam koszulkę z koziej paszczy.

Champ vs. Lee in a psychological battle over scrambled eggs.
Champ kontra Lee w potyczce psychologicznej o jajecznicę.

Lee was fooled on April 1. My friends helped me rub it in.
Nabrałam Lee w Prima Aprilis. Znajomi pomogli mi w upewnieniu się, że Lee tak łatwo o tym nie zapomni.

This one is our favorite. It should be our CouchSurfing profile photo! 'Come stay with us, I bet your liver's tasty'. Nasze ulubione! To powinno być nasze zdjęcie profilowe na CouchSurfingu! 'Zatrzymaj się u nas; założę się, że masz smaczną wątrobę.'