Sunday, February 23, 2014

When monsters like these are cornered, they cause a spacetime vortex to appear.

Lately the three of us have been going back and forth between staying in our apartment in Brookline and in our family's house in Watertown. Little Man is such an easy dude - he travels and moves well and adjusts well to new places, people, and animals. He's even buried the hatchet with his carrier! Ostatnio pomieszkujemy na przemian w naszym mieszkaniu w Brookline i w domu naszej rodziny w Watertown. Little Man jest cudownie niewymagający - bez problemu znosi podróże i przeprowadzki, i niestraszne mu nowe miejsca, ludzie i zwierzęta. Nawet zakopał topór wojenny ze swoim transporterem!

Staying in Watertown is always a treat - we get to watch TV, eat tons of Armenian food, visit a great local thrift store, and play with the dogs. And we get to use their car, so I usually try to talk Lee into heading out of the city for a few hours.

Days leading to that weekend were incredibly warm and sunny. But on Saturday, to everybody's surprise (meteorologists included), we woke up to this. In the next few hours it snowed so much that the city got paralyzed. Beach combing for treasures will have to wait.
Pomieszkiwanie w Watertown to dla nas zawsze gratka - możemy oglądać telewizję, napychać żołądki ormiańską kuchnią, odwiedzać świetny lokalny szmateks i bawić się z psami. No i możemy wozić się samochodem rodziny, więc zawsze próbuję namówić Lee na wyjazd za miasto. 

Dni poprzedzające ten weekend były wyjątkowo ciepłe i słoneczne. Ale w sobotę rano, ku zdumieniu wszystkich (włączając meteorologów), za oknem zobaczyliśmy to. W ciągu kolejnych kilku godzin napadało tyle śniegu, że miasto zostało sparaliżowane. Przeczesywanie plaży w poszukiwaniu skarbów będzie musiało poczekać. 

Back in Brookline winter was kicking as well.
W Brookline zima też nieźle dawała czadu.

Aaand back in Watertown.
Z powrotem w Watertown.

The local shopping center was overtaken by a flock of geese. They were way better behaved than the aggressive wild turkeys of Brookline! Miejscowe centrum handlowe zostało opanowane przez stado gęsi. Maniery miały lepsze niż agresywne dzikie indyki w Brookline!

Breaking all the rulez.
Precz z zasadami.

Aaand back in Brookline. We got up early and headed to Cutty's to pick up a couple of their bagel sandwiches. I z powrotem w Brookline. Wstaliśmy wcześnie, żeby załapać się w Cutty's na kanapki na bajglach.

This is a lye dipped pretzel bagel with sea salt. It could not get much better, yet it does. Cutty's stuffs it with in-house cold-smoked salmon, cream cheese, marinated red onions, and fried capers. To jest zamoczony w ługu pretzel bagel z solą morską. Lepiej już niby nie mogłoby być, ale jednak jest. W Cutty's wypychają go łososiem z własnego wędzenia na zimno, kremowym serkiem, marynowaną czerwoną cebulą i smażonymi kaparami.

Saturday, February 15, 2014

Oh God. Oh my God. I'm sitting here eating seeds and having a serious conversation about winter clothing.

1. 2. 3. While Boston does have real winter, it has been surprisingly bearable. After our visit to Boston last March, I had been preparing myself for way, way worse. It also doesn't hurt that I get to work from home. Ha! 

4. Sentimental vegan cutlet sandwiches. Sentimental, because a cutlet sandwich used to be a staple of trip grub in Poland of the 80s.
5. Korean Christmas Eve.
6. When we stay in Watertown, the Armenian stores make it impossible for me to have breakfast for breakfast. Eating oatmeal while falafel, hummus, or tabbouleh awaits? Never!

7. 8. 9. Two evenings at the BU library with microfilms of Polish newspapers from the 40s.

10. Creepy Brookline, part 523. This house is an 'Electrolysis Center'.
11. Park St. station. It is notorious for deafening screeches when trains are rolling by. Dear Boston, please invest in some WD-40. Thank you.
12. Harsh industrial views in the middle of the city.

13. I love, love, love this picture of Lee. He looks to me like a pioneer from an old photograph.
14. Bird visits are few and far between. 
15. These guys taking selfies of their beards.

16. 17. 18. More winter.

19. Fiiiinally caught a Wax show.
20. We run out of the venue before the show started to share an espresso and chocolate mousse pie in frigid Cambridge.
21. It was lots of fun but I have no idea how and why I used to enjoy being in the middle of a dancing crowd at front of the stage. Sitting on your heinie in a 'grown-ups only' bar section is so much better!

22. These hand-made bagels are worth walking-unplowed-streets-during-a-snowmageddon for!
23. I wished I knew what happened here at midnight. From where I was, I couldn't see (as always, we spent the afternoon and the evening in the movie theater before rushing home to snore through the celebration).
24. Creepy Brookline, 'I wanna live there' edition.

25. Thistle-like safflowers are way better than roses in my book. 
26. Guess the spice by its smell is a game we used to play a lot. I wish we could venture into the land of Le Nez du Vin, but I don't foresee ever having spare $400 sitting around to spend on it.
27. These boots have been getting quite a workout! 

28. Boston is not only over-treated with salt, it's also covered with colored salt. Why?!? Winter footwear makers' conspiracy?
29. Hair Mayonnaise? Eww...
30. A built-in denture hiding in a mug. Oh, the thrills of thrifting!

Thursday, February 6, 2014

You got it! You got it! Arf! Arf!

When I live in the States, I pretty much skip watching the Olympics. Americans have long killed the Olympic spirit. They only care about the scores of their own athletes - it does not matter who won if it wasn't an American. The media live for the medal count. The most important thing is to score more gold than the Russians and the Chinese! But I meant to talk about something else.

I've been stubbornly ignoring the upcoming Olympics in Sochi since the homophobic Russian law has been ostentatiously implemented and I'm stunned that the scale of the international boycott is not larger. 'We all must fit with each other like a plug to a socket, and not like a plug to a plug or a socket to a socket!' Seriously? But I meant to talk about something else.

What I did mean to talk about is that despite my distaste for American coverage of the Olympics, despite my disdain for Russian internal politics, despite my pessimism for pretty much every aspect of these Olympics, today I will be cheering on. Why? Because 'our guy' will be there!
Kiedy mieszkam w Stanach, nie oglądam właściwie Igrzysk Olimpijskich. Amerykanie dawno zabili olimpijskiego ducha. Interesują ich wyłącznie wyniki własnych sportowców - nie ważne kto wygrał, jeśli nie był to Amerykanin. Media żyją głównie statystykami medalowymi. Najważniejsze żeby złota zdobyć więcej niż Rosjanie i Chińczycy! Ale nie o tym miało być.

Nadchodzącą Olimpiadę w Soczi uparcie ignoruję od czasu pokazowego wprowadzenia w życie homofobicznego rosyjskiego prawa i dziwię się, że skala międzynarodowego bojkotu nie jest większa. 'Wszyscy koniecznie musimy pasować do siebie jak wtyczka do gniazdka, a nie jak wtyczka do wtyczki, czy gniazdko do gniazdka!' No poważnie? Ale nie o tym miało być.

Miało być o tym, że pomimo mojej niechęci do amerykańskich relacji z Olimpiady, pomimo mojej niechęci do rosyjskiej polityki wewnętrznej, pomimo mojego pesymizmu co do właściwie każdego elementu tych Igrzysk, dzisiaj będę zawzięcie dopingować. Dlaczego? Bo na Igrzyskach jest 'nasz chłop'!

In January Boston hosted the US Figure Skating Championships. The pair coached by 'our guy' Bobby has won and will represent the US in Sochi. W styczniu w Bostonie odbyły się Mistrzostwa USA w łyżwiarstwie figurowym. Para, której trenerem jest 'nasz chłop' Bobby wygrała i będzie reprezentować USA w Soczi.

Bobby has appeared on the blog in this post.
Bobby pojawił się już na blogu w tym poście.

We watched the championships in the company of our couchsurfer Kate, who came to Boston just for that. James and his closest family had seats across the arena and it took us a good 15 minutes to spot them. When the emotions settled, James came to visit us on our side.

* Pictures have been taken with my phone. Bringing real cameras into the arena was strictly forbidden. Safety first! (I'm rolling my eyes here).
Mistrzostwa oglądaliśmy w towarzystwie naszej couchsurferki Kate, która specjalnie dla nich przyleciała do Bostonu. James i jego najbliższa rodzina miała miejsca po drugiej stronie areny i wypatrywaliśmy się nawzajem przez dobre 15 minut. Kiedy opadły nieco emocje, James wpadł nas odwiedzić po naszej stronie.

* Zdjęcia zrobione zostały telefonem. Wnoszenie aparatów fotograficznych na teren areny było zakazane. Safety first! (wznoszę tu oczy ku niebu).