Sunday, November 29, 2015

I'm the teflon kid. Dozens of chicks, nothing sticks.

As I have already reported here, we've been testing small town living in the sleepy mecca of fishermen - Gloucester.

For the first time ever, we are renting a place out of a big city. It's so bizarre, having to drive everywhere and not being able to just throw on your shoes and be in a bar or a restaurant or a gym a few minutes later. I hope the snow plow does not forget about us.

For the first time ever, we've been living (together) on the ocean. When I'm standing on my toes in our living room, I can see the waves. A ten minute walk down a road with no sidewalks and we're on the beach with surfers, sharks, and an island you can take a sandbar to during low tide. Have I mentioned sharks?

For the first time ever, we have plenty of space! For the first few days, we were getting lost when returning from the kitchen. A return to glorified broom closets will be painful...

For the first time ever, we have a veranda, a garden, a swing on a tree, and a grill. And no neighbors. Which is pretty awesome, especially after our ex-neighbors who harassed us with their fiestas and erotic lives. But I automatically go into a 'she screamed for help, but nobody could hear her' mode (narrated by Coppola's Dracula). 
Jak już donosiłam tutaj, od niedawna testujemy małomiasteczkowe życie w sennym, rybackim Gloucester.

Po raz pierwszy wynajęliśmy mieszkanie poza dużym miastem. Bardzo dziwnie jest jeździć wszędzie samochodem i nie móc wskoczyć w buty i już być w barze, restauracji czy na siłowni. Mam nadzieję, że pług śnieżny o nas nie zapomni.


Po raz pierwszy mieszkamy (razem) nad oceanem. Kiedy staję w salonie na palcach, widzę fale. Dziesięć minut piechotą drogą bez pobocza i jesteśmy na plaży, a tam surferzy, rekiny i wyspa, do której można przejść mielizną podczas odpływu. Czy wspominałam rekiny?

Po raz pierwszy mamy kupę miejsca! Przez kilka pierwszych dni gubiliśmy się wracając z kuchni. Powrót do gloryfikowanych schowków na miotły będzie bolesny...

Po raz pierwszy mamy werandę, ogród, huśtawkę na drzewie i grilla. I zero sąsiadów. Niby fajnie, zwłaszcza po byłych sąsiadach napastujących nas swoimi fiestami i życiem erotycznym. Ale natychmiast włącza mi się tryb (narracja w wykonaniu Drakuli Coppoli) 'wołała o pomoc, lecz nikt jej nie słyszał'.



The aforementioned island accessible from the beach is on the left. Salt Island had a pretty dull life early on. First, it was used as salt storage. Then, it was home to a lobster catching hermit. But finally, in 1920s, it got its share of action and became a movie set. And not just any movie set!

The story line of Bride 13 included a kidnapping of 13 damsels by Moroccan pirates, shooting cannons, a special appearance of a submarine, a hot air balloon escape, and the grand finale - blowing up a huge plaster castle built on the island for the purposes of the movie. 

Sounds like a complete flop? We might never know. There is not a known surviving copy, so the movie is considered lost.
W kadr załapała się wspomniana dostępna z plaży wyspa. Salt Island miała początkowo dość nudziarskie życie - najpierw składowano na niej sól, a potem była domem poławiającego homary pustelnika. Aż w końcu doczekała się akcji-ekscytacji i w latach 20. stała się planem filmowym. I to jakim! 

Fabuła Bride 13 obejmowała porwanie 13 dam przez marokańskich piratów, armatnie wystrzały, interwencje łodzi podwodnych, ucieczkę balonem, oraz wielki finał - wysadzenie w powietrze zbudowanego na potrzeby filmu wielkiego zamku z gipsu. 

Brzmi jak straszny gniot? Być może nigdy się nie dowiemy. Nie istnieje ani jedna znana kopia, więc film uznawany jest za zaginiony.

Badminton and tacos make for the perfect picnic!

Badminton i tacos. Piknik idealny.



Monday, November 23, 2015

Learn to talk in 500 animal languages from a parrot who speaks 1000!

Our apartment in Brookline was so small that when firefighters arrived one night (a carbon monoxide alarm was throwing a fit), they got to the bedroom and asked in confusion: 'Where's the rest of the apartment?!'

The one in Cambridge turned out to be even smaller (the wide angle lens is making it look more spacious), but we still fell for it completely.

It normally belongs to Will, who's studying architecture from Harvard. Will wanted to spend a few months in Mexico, we wanted to spend a few months in Cambridge. We were so lucky to run into each other online!

Will's minimalism suited us well. A set of jars used as tumblers, wine glasses, and containers. A set of white Ikea drapes used as shower curtains and wardrobe doors. No dust catchers, no nonsense.

And the location! 2 minutes from the best bagels in the world. 4 minutes from the metro. 5 minutes from a rockin' women's gym.

Oh, Cambridge. We miss you, you snooty penny-pincher. Off I go to browse through rental ads.
Nasze mieszkanie w Brookline było tak małe, że kiedy interweniowali kiedyś u nas strażacy (wył alarm tlenku węgla), to stanęli w sypialni jak wryci: 'A gdzie reszta mieszkania?!'


To w Cambridge okazało się być jeszcze mniejsze (szeroki kąt trochę upiększa metraż), ale i tak straciliśmy dla niego głowę.


Na co dzień mieszka tutaj Will, który na Harwardzie studiuje architekturę. Will chciał kilka miesięcy spędzić w Meksyku, my chcieliśmy kilka miesięcy spędzić w Cambridge. Całe szczęście, że na siebie w internecie wpadliśmy!

Minimalizm Willa bardzo nam pasował. W roli szklanek, kieliszków, pojemników - komplet słoików. W roli zasłony prysznicowej i drzwi szafy - komplet białych kurtyn z Ikei. Żadnych kurzołapów, zero nonsensów.

I ta lokalizacja! Dwie minuty do najlepszych bajgli na świecie. Cztery minuty do metra. Pięć do boskiej babskiej siłowni.

Och, Cambridge. Tęsknimy za tobą, nadęty dusigroszu. Idę wertować ogłoszenia.




Thursday, November 12, 2015

The snotgreen sea.



Broniłam się przed mówieniem w domu wyłącznie po polsku bo Lee w wersji polskiej jest trochę jak przerośnięty trzylatek. Miało być na stałe, rozmyło się o dwóch tygodniach, ale gadamy już o kolejnym podejściu. Tym razem już nie protestuję. Dla takich tekstów wytrzymam nawet z trzylatkiem. Ba, z całym przedszkolem!


Lee łypie krytycznie na rozmiar małej pizzy: ‘Pizza-niemowlę.’

‘Klucze! Gdzie oni są?’

Lee rozmawia przez telefon z teściową: ‘Tak. Gotuję śniadanie. Co? Tacos z jajeczkami.’

Lee roztacza wizje mieszkania w Warszawie: ‘I mógłbym zostać obywatelkiem!’

‘Jestem gwiazdem.’

O wiewiórkach buszujących w tyłach domu: ‘Oni tam są!’

O jeżynach: ‘Czarnecki.’

Oswajamy nową kuchnię. Lee wchodzi do pokoju wymachując suszarką do naczyń i pyta: ‘Używać to czy ścierę?’

Mijamy jabłonkę. Lee: ‘Ładne jabułki!’

O stroju kąpielowym: ‘Mundur morze.’

Na podłodze leży chusteczka poplamiona kawą. Lee: ‘Sprzątałaś dupą?’

Lee o wyższości grilla na gaz nad grillem na węgiel drzewny: ‘Grill gazowany, jedna sekunda i jesteś gotowa.’