Friday, July 17, 2015

Do they not realize that to be truly ninja you must speak '-chan' after every other noun??


The first half of 2015 was sponsored by tossing around in doubt, cutting it close, and the letter W, as in work work work. Is the adult life supposed to be this stressful and exhausting? Does anybody know? I might opt out after all.

But there were some euphoric wins as well:

Lee ended his affair with Boston University with honors. Like the forever student he is, he immediately enrolled into the next school and now he's studying French.

- I was promoted and now I lead a large team and the company is growing like crazy. I constantly regret not introducing myself as Margo, Margot or a Megan of sorts, because (outside my trained company) 'Gosia' is usually completely undoable and I typically get: 'What? Say again? Tricia?'

- Lee's dad qualified for an experimental therapy and became patient zero testing a new drug that seems to work!

- After years of immigration pilgrimages, dealing with bureaucratic idiocy and bitching, I finally became a Yankee! Maybe one day, when the bad taste is out of my mouth, I'll tell you more about the process. The ceremony moved even such a cynic as myself, too bad that it wasn't until the very end that I discovered that my camera's light meter pooped out on me.

- We baptized my new passport with a quick trip to Canada (and what made us almost choke on our dinner? I'll tell you soon!).
Pierwszą połowę roku sponsorowały wielkie miotania, rzuty na taśmę oraz literka P, jak praca praca praca. To dorosłe życie ma być takie stresujące i wyczerpujące? Wie ktoś? Chyba będę musiała się jednak wypisać.

Ale eufotycznych zwycięstw też trochę było:

Lee z honorami zakończył przygodę z Uniwersytetem Bostońskim i jak na wiecznego studenta przystało, natychmiast rozpoczął kolejną szkołę i studiuje teraz francuski.

- Ja awansowałam i zarządzam sporym zespołem, a firma rośnie w szaleńczym tempie. Niezmiennie żałuję, że pierwszego dnia nie przedstawiłam się jako Margo, Margot albo inna Megan, bo poza wytresowaną już firmą 'Gosia' jest jednak nie do przeskoczenia i najczęściej kończy się na: 'Co? Jeszcze raz? Tricia?'

- Tato Lee zakwalifikował się do eksperymentalnej terapii i został pacjentem zero w testach nowego leku, który chyba działa!

- Po latach immigracyjnych pielgrzymek, biurokratycznych kretyństw i rzucania kurwami, w końcu zostałam Jankeską! Może kiedyś cały proces opiszę jak już mi zgaga przejdzie. Ceremonia nadania obywatelstwa poruszyła trochę nawet takiego cynika jak ja, szkoda tylko, że dopiero pod koniec odkryłam, że światłomierz mi w aparacie wysiadł.

- Ochrzciliśmy mój nowy paszport wypadem do Kanady (co sprawiło, że prawie się zadławiliśmy obiadem? opowiem Wam wkrótce!).


Monday, June 29, 2015

Excuse me, dear, but I can make a Spanish omelet that is shrouded in mystery.

This film is a testimony to winter. Winter in Dublin, winter in SC, winter in Boston.

Two weeks before leaving the Carolina boonies, we still had not secured a place to live. And then, we met Adam via the Internet. Adam is a Boston-based musician who decided to quit his job and buy a plane ticket to Bombay. All of a sudden, all Tetris pieces fit together.

For the duration of Adam's travels through Asia, we moved into his place. We shared the huge apartment with a bossy cat named Eleanor. More on that in the next episode of the telenovela. 
Na kliszy świadectwo zimy. Zima w Dublinie, zima w Karolinie, zima w Bostonie. 

Dwa tygodnie przed wyjazdem z karolińskiej głuszy nadal nie mieliśmy zaklepanego mieszkania. Aż poznaliśmy przez internet Adama, bostońskiego muzyka, który postanowił pieprznąć pracą i kupić bilet do Bombaju. I nagle wszystkie klocki Tetrisa się dogadały. 

Na czas azjatyckich wojaży Adama zamieszkaliśmy u niego, dzieląc wielkie mieszkanie z kotem Eleanor, który rozstawiał nas po kątach. Więcej o tym w kolejnym odcinku telenoweli.


Dublin.
Dublin.

South Carolina.
Karolina Południowa.


Boston. We got here just in time to experience the last weeks of the record breaking winter. 110 inches of snow. The city was piling it into 5 story high mountains (see Alps of MIT). Some of them did not melt till June! (sic) Boston. Załapaliśmy się na końcówkę rekordowej zimy. 280 cm śniegu. Służby miejskie usypywały z niego góry sięgające piątego piętra (zobaczcie choćby Alpy MIT). Niektóre z nich topiły się aż do czerwca! (sic)


The residents would secure their parking spots with chairs. We doubted its success rate, but a friend told us that those who break the holy law of chairs, get their tires slashed (with the connivance of the police).  Mieszkańcy miejsca parkingowe zaklepywali krzesłami. Wątpiliśmy czy to działa, ale kumpel wyjaśnił nam, że tym, którzy lekceważą święte prawo krzesła, przecinane są opony (przy cichym przyzwoleniu miejscowej policji).

Lee returned from a hair salon looking like a gelled Italian. Lee wrócił od fryzjera ulizany na Włocha.



Saturday, June 20, 2015

There you go, madam, you can go on your way, piss, piss, piss, piss, piss, piss, piss.

What does Savannah have in common with voodoo? Spanish moss! The city's characteristic weeping willow-like epiphyte is commonly used to fill voodoo dolls.


Co Savannah ma wspólnego z voodoo? Oplątwę! Charakterystyczne dla miasta udawane płaczące wierzby to porastająca drzewa oplątwa, która używana jest często jako wypełnienie laleczek voodoo. 

My work week starts on Sundays. To me, it's genius. First of all, I've never liked Sundays anyways. Sunday equals pre-Monday anxiety in my book (thanks a lot, school!). And secondly, such a schedule takes away Monday's might by turning it into a Tuesday. The only downside is that I miss brunch! So while in Savannah, we decided to get depraved by brunch and morning intemperance.  Mój tydzień pracy zaczyna się w niedzielę. To dla mnie genialna sprawa. Po pierwsze, i tak nigdy nie lubiłam niedziel. Niedziela = stany lękowe przed poniedziałkiem (dzięki, szkoło!). Po drugie, taki rozkład odbiera moc poniedziałkowi, który staje się wtorkiem. Jedynym minusem jest to, że przegapiam brunch! W Savannah postanowiliśmy się więc zdeprawować brunchem i porannym pijaństwem.

We picked The Collins Quarter - an Aussie café slash wine bar, which serves breakfast, lunch and brunch, but throws its hands up when it comes to dinner. Padło na The Collins Quarter, australijską kawiarnio-winiarnię, która serwuje śniadanie, lunch i brunch, ale wypina się na obiad.

Night time hotel gluttony - spicy tuna tartar tacos we dragged out from the trendy The Flying Monk Noodle Bar. Nocne obżarstwo hotelowe - przywleczone z modnego The Flying Monk Noodle Bar ostre tacos z tartarem z tuńczyka.





Savannah... One brutally frigid day was barely long enough for licking the city's surface and stuffing our stomachs. From the list of cities to visit, Savannah jumps straight onto the list of cities to return to. Savannah... Jeden brutalnie zimny dzień ledwie wystarczył na polizanie miasta i napełnienie brzuchów. Z listy miast, które muszę odwiedzić, Savannah trafia prosto na listę miast, do których muszę wrócić.