Showing posts with label Prince Albert National Park. Show all posts
Showing posts with label Prince Albert National Park. Show all posts

Monday, September 14, 2009

Day 16 / Dzien 16.

In Prince Albert National Park, there is a pretty little town, Lake Wakesiu, where lots of retired couples come to spend their summers. There are galleries, cafes, a golf course and… Wash-Ka-Sou. We decided it was a laundry day. And with wi-fi from a nearby lodge, Wash-Ka-Sou became our hang out and office for a few hours.

W Parku Narodowym Prince Albert jest ladne miasteczko, Lake Wakesiu, gdzie wiele emerytowanych par spedza cale lato. Sa tu galerie, kawiarnie, pole golfowe oraz… Wash-Ka-Sou. Zdecydowalismy, ze pora na pranie. Po tym, jak odkrylismy, ze jestesmy w zasiegu bezprzewodowego internetu z pobliskiego hotelu, Wash-Ka-Sou na kilka godzin stalo sie naszym salonem i biurem.





We took a scenic route out of the park and then headed to Prince Albert. It’s just a 30 min drive. But we didn’t get there. Passing through Christopher Lake we saw a sign that was calling our name: Fish Fry.

Wybralismy polecana droge widokowa z parku i udalismy sie w strone Prince Albert. To tylko 30 minut jazdy. Ale nie dojechalismy. W Christopher Lake wpadl nam w oko znak, ktory wysylal do nas zachety na naszej czestotliwosci: Dzien Smazonej Ryby.




We went in expecting nothing but a dinner but we got much more: we made true friends. The Timm Family opened their home to us. They invited us to stay for the night and we happily accepted. We stayed up late, shared stories and had way to many drinks. It truly was a night we will remember.
We feel extremely lucky – it just doesn’t get better than this.

Wchodzac do srodka oczekiwalismy tylko obiadu, a otrzymalismy znacznie wiecej: zawarlismy prawdziwa przyjazn. Rodzina Timm’ow otworzyla przed nami progi swojego domu. Zaproponowali nam spedzenie nocy a my z radoscia przyjelismy zaproszenie. Zasiedzielismy sie do pozna wymieniajac sie historiami i pijac o wiele za duzo. Zapamietamy ta noc na dlugo.

Czujemy sie wielkimi szczesciarzami – lepiej byc nie moze.

Friday, September 11, 2009

Day 15 / Dzien 15.

We took a shortcut on our way to Lac la Ronge – over 60 miles on a gravel road. Mr. Van did great. We got there and couldn’t decide: to stay overnight or not. Mosquitoes decided for us. We had a rushed lunch and had to evacuate.
We went south, to Prince Albert National Park. Bugs are not too vicious here. We’ve already had a female deer nursing a baby come into our camp and also had a visit from a huge lady elk. Now we're waiting for a bear!

Pojechalismy do Lac la Ronge droga na skroty – 100 km na zwirowce. Pan Van spisal sie dzielnie. Kiedy dotarlismy na miejsce, nie moglismy sie zdecydowac: zostac na noc czy nie. Komary zdecydowaly za nas. Zjedlismy w pospiechu lunch i musielismy sie ewakuowac.
Pojechalismy na poludnie, do Parku Narodowego Prince Albert. Komary nie sa tutaj tak okrutne. Do naszego obozu przyszla juz sarna z przyssanym do cycka koziolkiem i odwiedzila nas rowniez potezna pani jelenica. Teraz czekamy na niedzwiedzia!


Lac la Ronge