Saturday, February 25, 2012

This little piggy went to the market.


Today, for the first time ever, a post entirely composed of pictures that are not mine (well they almost are - Lee took them). And also, for the first time, I think, I'm showing Stary Kleparz food market. These pictures were a part of a project Lee did for school.

We love Kleparz. We have our regular go-to stands and favorite sellers. I like how eco-friendly shopping at a market can be. We always try to bring canvas shopping bags and reused plastic bags with us. We return egg containers and beet kvass glass bottles to the sellers, and bring our own jar to get sour cream. We buy lentils and beans from a place that packages them in paper bags.

Kiosks are mostly just mini-stores, but the open stands are full of miracles. Local farmers sell vegetables, fruits, nuts, dairy, and meat. Here, you can find old varieties of apples and pears that you can not buy in a store - their cultivation is simply not profitable anymore. On Saturdays, old ladies appear, selling huge loafs of traditionally baked bread, goat's milk cheese, chickens, ducks, and rings of sausage. In the spring, Kleparz entices with fresh vegetables, in the summer - with ripe fruit; and in the fall, it fills with wild mushrooms and smells a-mazing.

The history of Stary Kleparz is fascinating. The market has been in place since at least the 14th century. Kleparz was a separate settlement (or actually an unwalled town), situated right outside Kraków's city walls. It was famous for trading horses, grain, and cattle. It's location was its blessing and its curse. On one hand, it laid between two city gates, through which two important trade routes lead. On the other, during invasions, it was repeatedly intentionally burned down by Kraków's defenders to make sieges more difficult on the enemy.


Dzisiaj po raz pierwszy post w całości złożony z nie-moich zdjęć (no, prawie moich, bo zrobił je Lee) i chyba po raz pierwszy na zdjęciach pojawia się Stary Kleparz. Zdjęcia pochodzą z projektu, który Lee zrobił na zajęcia.

Uwielbiamy Kleparz. Mamy swoje stałe stoiska i ulubionych sprzedawców. Lubię to jak ekologiczne są zakupy na targowisku. Staramy się zawsze mieć ze sobą płócienne torby na zakupy i używane plastikowe torebki. Zwracamy sprzedawcom wytłoczki na jajka i butelki po kwasie z buraków, po śmietanę chodzimy z własnym słoikiem. Soczewicę i fasolę kupujemy tam, gdzie sprzedaje się je na wagę w papierowej torebce.

Budki to w większości zwykłe mini-sklepy. Ale za to otwarte stoiska to prawdziwe cuda. Swoje warzywa, owoce, orzechy, nabiał i mięso sprzedają tu lokalni rolnicy. Można tutaj znaleźć stare odmiany jabłek i gruszek, których nie sprzedaje się już w sklepach, bo ich uprawa nie jest opłacalna. W sobotę pojawiają się baby z wielkimi bochnami tradycyjnie wypiekanego chleba, kozim serem, kurami, kaczkami i pętami kiełbasy. Wiosną Kleparz kusi nowalijkami, latem owocami, a jesienią zapełnia się leśnymi grzybami i pachnie nieziemsko.

Historia Starego Kleparza jest fascynująca. Targowisko istnieje od co najmniej XIV w. Kleparz był osobną osadą (a właściwie nieogrodzonym miastem), położoną tuż poza murami miejskimi Krakowa. Słynął z handlu końmi, bydłem i zbożem. Jego położenie było zarówno jego dobrodziejstwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony, usytuowany był pomiędzy dwoma bramami miasta, przez które prowadziły ważne szlaki handlowe (przez Floriańską na Toruń i przez Sławkowską na Śląsk i Wielkopolskę). Z drugiej strony, podczas najazdów, był przez obrońców Krakowa z premedytacją wielokrotnie palony aby utrudnić nieprzyjacielowi oblężenie.


photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

photo/fot. Lee

That day we came home with potatoes, sour cream, dill, and a piece of cold-smoked salmon. What did we make with it? Potato pancakes!!!
Tego dnia wróciliśmy z Kleparza z ziemniakami, śmietaną, koperkiem i kawalątkiem wędzonego na zimno łososia. Co z tego zrobiliśmy? Placki!!!

12 comments:

  1. Wybrałabym się z Wami na targ choćby jutro!:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zabralibyśmy Ciebie ze sobą choćby jutro!

      Delete
    2. nie wiem czy to dobrze czy źle ;P ale najwyraźniej widzicie świat bardzo podobnie...gdyby nie info, że to są zdjęcia Lee absolutnie miałabym wrażenie, że są Twoje (bo w Twoim stylu). Tylko ten specyficzny odcień/tonacja zdjęć...czy to jest efekt jakiegoś zabiegu edycyjnego w jakimś programie?

      pozzzzdro
      zorro

      Delete
    3. Lee wytargałby mnie za uszy, gdybym zdjęć nie podpisała jego imieniem ;) Pewnie masz rację, że widzimy podobnie świat, mamy ten sam pomysł na życie, podobne zainteresowania i zbliżony gust. Tak, tonacja jest z edycji.

      Delete
  2. Moje ślinianki zwariowały, kiedy oglądałam zdjęcia i wyobrażałam sobie niesamowite możliwości smakowe kryjące się w tych wszystkich produktach :D

    ReplyDelete
  3. Oj, zjadłabym takiego oscypka z żurawiną! :)

    ReplyDelete
  4. Replies
    1. Tak, oprócz niedzieli. Ale nie wszyscy sprzedawcy pojawiają się codziennie.

      Delete
  5. Żałuję, że nie chodziłam częściej na Kleparz jak miałam go pod nosem. Teraz nie mam pojęcia gdzie kupić świeżego patroszonego pstrąga... Chyba najwyższy czas zwiedzić warszawskie bazary :).

    ReplyDelete
  6. Zaluje ze np. w Zakopanem nie ma takiego miejsca.
    W Montrealu sa dwa targi- Jean Talon i Atwater. Na szczescie mam piechotka 20 min do tego drugiego! Choc czy sa bardzo eco? Nie bardzo, bardziej sa pro quebec (owoce, sery, miesa produkowane w prowincji).

    ReplyDelete
  7. zdjęcie stoisk z rybami jest świetne,oddaje całą,targową otoczkę;)

    ReplyDelete

Tyler: Can I ask your name?
Ally: Anonymous.
Tyler: Anonymous? Is that Greek?