Wednesday, May 9, 2012

Side effects include drowsiness, apathy, agitation, and blurred vision.


It has been 8 years since my last confession since my last black and white film.

Looking back, I realize how bad my decision was to leave my manual slr for a digital point-and-shoot. The fun of playing with a camera was lost somewhere along the way. I have very few pictures from that time. I probably shoot more nowadays in a month or two than during those several years altogether. The digital slr got me out of my malaise. But not entirely. I still prefer to throw the analog camera into my bag. I feel (maybe mistakingly) that it's ok to take just one shot with the Pentax while I should aim for a whole series with the Canon. The analog camera does not feel like an obligation.

I did not miss the mono-film. But now I can't wait to use another one.


Od mojej ostatniej spowiedzi... tfu Od mojego poprzedniego czarno-białego filmu minęło osiem lat. 

Z perspektywy lat widzę jak kiepską decyzją było porzucenie manualnej lustrzanki na rzecz cyfrowej małpki. Zagubiłam gdzieś po drodze frajdę zabawy z aparatem. Mam z tego okresu niewiele zdjęć. Teraz w ciągu miesiąca lub dwóch robię pewnie więcej zdjęć niż przez tamtych kilka lat. Z marazmu wyrwała mnie dopiero lustrzanka cyfrowa. Ale też nie do końca. Chętniej wrzucam do torby analoga. Mam to poczucie (może błędne), że Pentaxem mogę zrobić jedno zdjęcie, Canonem wypada zrobić całą serię. Analog nie zobowiązuje.

Nie tęskniłam za mono-kliszą. A teraz nie mogę się doczekać kolejnej. 


Ireland, one more time.
Jeszcze raz Irlandia.


11 comments:

  1. świetne i więcej nie powiem!

    ReplyDelete
  2. Mam co do aparatu cyfrowego dokładnie takie same przemyślenia. I zapewne nie jesteśmy jedyne, bo kazdy ma świadomość tego, jak fotografia cyfrowa doprowadza do LAWINOWEGO przyrostu ilości zdjęć, których nikt potem nie ogląda.

    Dlatego chorobliwie kasuję zdjęcia w moich folderach.Wczoraj przeraziło mnie, ze w folderze "Kwiecień 2012" mam ponad 360 zdjęć, a ja prawie z domu nie wychodziłam! To choroba! Usiadłam więc i wykasowałam od razu 2/3. Jest ulga.

    ReplyDelete
    Replies
    1. O rany Aliszia, musisz mieć aparat przyklejony na stałe do twarzy ;) 360 domowych zdjęć w miesiącu? Ponad 10 dziennie? Nieźle!

      Delete
    2. Myślę, że to raczej rosnący brzuch robi swoje :) Jest na bieżąco dokumentowany i raczej wygląda to tak, że powstaje od razu 50 zdjęć, a potem tydzień spokoju ;) Ale spokojnie, po wstępnej selekcji zostało 50, za 2 tygodnie przejrzę je jeszcze raz i zniknie jeszcze duuuużo więcej :)

      Delete
  3. fot. 2 i 3 - zakochałam się! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki! Ja lubię 2. a Lee nie, a z 3. jest odwrotnie :)

      Delete
  4. "since my last confession" mnie rozbawiło;))

    Ja nie zużyłam żadnej kliszy odkąd wróciłam z NYC... Brak inspiracji, wizja kosztów wywołania itd...Stoję w miejscu w temacie fotografii i irytuje mnie to.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mam parcie na kliszę, ale coś czuję, że niedługo też nie będzie mnie stać na ich wywołanie.

      Delete
  5. podoba mi się "słowo wstępu".. i 3 zdjęcie najbardziej :)
    moja przygoda z analogiem się jeszcze nie zaczęła. trochę się go boję, poza tym nowy canon na razie mnie nie zawodzi, więc się nie rozglądam za niczym innym. choć spróbować, na pewno kiedyś spróbuję :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie ma się czego bać, analogi są proste w obsłudze, światłomierz mierzy za Ciebie, pozostaje tylko czas i przysłona. Podrzuciłabym Ci mojego drugiego Pentaxa, ale zostawiłam go w Stanach :(

      Delete

Tyler: Can I ask your name?
Ally: Anonymous.
Tyler: Anonymous? Is that Greek?