Tuesday, June 26, 2012

I’ve got a to-do list that’s longer than a fu*king Leonard Cohen song.

Every night before I go to bed, I make a to-do list for the next day and, at the end of the next day, not everything has been done. Things get moved to the next day, the list gets longer and longer, I start to panic and become difficult to be around. So many things left to do, so many arrangements to make, so many unvisited places to visit, so many farewell coffees/beers to have, so many decisions to make, so many...

An idea of producing a full length post (instead of sacrificing my time to the holy list) gives me palpitations but a teeny tiny post I can do. Here it is.


Codziennie przed snem robię listę rzeczy do zrobienia na następny dzień, a następnego wieczoru zawsze okazuje się, że nie wszystko zostało z niej odhaczone i zostaje przeniesione na następny dzień. Lista pęcznieje i pęcznieje, a ja panikuję i robię się nie do zniesienia. Bo tyle jeszcze do zrobienia, tyle do załatwienia, tyle miejsc nieodwiedzonych do odwiedzenia, tyle pożegnalnych kaw/piw do wypicia, tyle decyzji do podjęcia, tyle...

No więc opcja wyprodukowania pościska (zamiast poświęcania się świętej liście) wpędza mnie w palpitacje, ale pościk malutki to co innego. Oto zatem pościk.

A picture dedicated to the family who suspects that I don't feed the husband since he's thin and he didn't used to be.
Zdjęcie specjalnie dla rodziny, która podejrzewa, że nie karmię meża, bo jest chudy a kiedyś nie był.

For a few weeks after the detox I ate so healthy that my choices would have put Michelle Obama's to shame. It's all history now. These days it's a dictatorship of ice cream, beer, and coffee.
Podetoksowe kilka tygodni mojego jedzenia tak zdrowego, że zawstydziłoby nawet prezydentową Obamę. Pozostało już tylko wspomnienie. Trwa dyktatura lodów, piwa i kawy.

We were so excited - the Collegium Maius had promised to take us to places normally inaccessible for outsiders! The day before, they confirmed, but when we showed up, we got screwed out of the tour. Embittered, we went to check out the so called 'Professors' Garden' instead.

Collegium Maius obiecało oprowadzenie po niedostępnych dla zwykłych śmiertelników miejscach! W przeddzień potwierdziło, że jesteśmy umówieni, a kiedy jak na skrzydłach przybiegliśmy na spotkanie, to się na nas wypięło. Rozgoryczeni poszliśmy zobaczyć Ogród Profesorski.

Vegan pesto made with basil, spinach, garlic, almonds, olive oil, and nutritional yeast. Below, it's already sitting on the pasta, in the fine company of a beet salad and an offensive soy dog.
Wegańskie pesto z bazylii, szpinaku, czosnku, migdałów, oliwy i płatków drożdżowych w roli parmezanu. Poniżej siedzi już na makaronie w towarzystwie sałatki z buraków i obsceniczego sojowego parówczaka.


16 comments:

  1. świetne ujęcie obscenicznego parówczaka :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha, parówczak obsceniczny lecz fotogeniczny.

      Delete
  2. Też zawsze tworzę takie listy i też zawsze zostaje mi coś na następny dzień.
    A parówczak awesome!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie ma bata, zawsze coś zostaje!

      Delete
  3. Ja listę robię rano, żeby się na noc nie stresować.
    Kot lepiej udaje głodnego niż pan mąż. Pan mąż więcej strapiony, jak to wszystko dźwignąć :) Pozdrawiam całą Trójkę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja rano mam wyłączone myślenie, więc jak nie zrobię listy to mi się wydaje, że nic nie muszę...
      Czwórka pozdrawia Ciebie (Monkey nieco nadąsany, że został pominięty ;)

      Delete
    2. Oooo rany, ale wtopa! No i wcale mu się nie dziwię.
      A tak naprawdę to miało być tak, że dla niego miały być całkiem oddzielne większe pozdrowienia :))
      Chyba nie wybrnęłam, albo ledwo... :)

      Delete
    3. Monkey łypie podejrzliwie swoim dobrym okiem ;)

      Delete
  4. To zdjęcie Lee o niczym nie świadczy, talerz jest pełny. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie to jest dowód, że zapełniam talerz!

      Delete
    2. Gosia, w razie czego mogę poświadczyć;-) Kiedyś widziałam jak Lee coś jadł:P

      Delete
    3. Pewnie obierki, albo jak komuś zapiekanka upadła. Wiadomo, że prawdziwe jedzenie daję mu tylko do zdjęć.

      Delete
  5. muszę się w końcu, po tylu miesiącach podglądania, odezwać... masz coś takiego w tych swoich fotografiach, że się chce a wręcz POTRZEBUJE je oglądać! łapiesz świat w tak soczysty sposób, że nie idzie się nie uzależnić ;) życzę udanej szkockiej przygody! (a sobie kolejnych porcji świata na Twoich fotosach ;)) :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo mi miło, dzięki! Postaram się podtrzymywać to uzależnienie ;)

      Delete
  6. czyli z dietami, to u mnie tak samo jak u Ciebie.
    najpierw dzielnie wytrzymuję, a jak już jest po wszystkim , to witajcie jedzeniowe grzeszki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie potrafię tego wypośrodkować, albo przesadnie zdrowo, albo przesadnie niezdrowo...

      Delete

Tyler: Can I ask your name?
Ally: Anonymous.
Tyler: Anonymous? Is that Greek?