Friday, June 14, 2013

Like a little gingerbread man at the wheel.



When in the 1840s wealthy American newcomers from New York and New England arrived in New Orleans, they worked very hard to set themselves apart from the local French and Creole elite. They settled away from the French Quarter and built over-the-top mansions inspired by Spanish, Italian, English and French architecture, as well as the Greek Revival. They made their fortunes on slavery-powered cotton and sugarcane plantations. Their 30 room residencies were meant to show wealth - and they did. The Garden District was born, back then as the city of Lafayette.

Later, as the area was officially consolidated into the city of New Orleans, it became more urbanized and smaller, Victorian houses were added. I found myself more drawn to them and sorting through my pictures, I realized that I had taken only one picture of the most opulent mansions (and a million pictures of porches).

Parts of the Lower Garden District, especially those closer to the river, were settled by German and Irish immigrants who found work in nearby  slaughterhouses and river docks. They inhabited smaller houses and apartments created by dividing up larger buildings. 

Navigating the two neighborhoods is easy. If you can spot an outline of a mansion in the greenery, you're likely in the Garden District. If you can't - you're probably in the Lower Garden. And the closer to the river you get, the more shabby the houses of will become.

Bogaci amerykańscy przybysze z Nowego Jorku i Nowej Anglii, którzy w latach 40. XIX wieku dotarli do Nowego Orleanu zadali sobie wiele trudu żeby odróżnić się od miejscowej elity francuskiej i kreolskiej. Osiedlili się z dala od French Quarter i wybudowali wydumane pałace inspirowane architekturą hiszpańską, włoską i angielską oraz klasycyzmem. Swoich fortun dorobili się na niewolniczych plantacjach bawełny i trzciny cukrowej. 30-pokojowe rezydencje miały manifestować bogactwo swoich właścicieli i to zdecydowanie im się udało. Narodził się Garden District, wtedy jeszcze jako miasto Lafayette.

Później, kiedy Lafayette zostało oficjalnie włączone do Nowego Orleanu, poddane zostało urbanizacji i wtedy dodane zostały mniejsze domy w stylu wiktoriańskim. Te bardziej przypadły mi do gustu i przeglądając zdjęcia odkryłam, że tym najbardziej wystawnym pałacom zrobiłam tylko jedno zdjęcie (a gankom z milion).


Części Lower Garden District, zwłaszcza te bliżej rzeki, zostały zasiedlone przez niemieckich i irlandzkich imigrantów, którzy znaleźli zatrudnienie w pobliskich rzeźniach i na portowym nadbrzeżu. Zajęli oni mniejsze domu oraz mieszkania wydzielone w większych budynkach.


W tych dwóch dzielnicach łatwo się zorientować. Jeśli w otaczającej zieleni rozpoznać możesz zarys ogromnej posiadłości, to zapewne znajdujesz się w Garden District. Jeśli nie, to prawdopodobnie jesteś w Lower Garden District. A im bliżej rzeki, tym mniej okazałe stają się domy.



St. Vincent's - an old orphanage turned into a guest house.
St. Vincent's - dom gościnny w budynku dawnego sierocińca.

We stopped by for brunch at everyone's favorite, Surrey's. It was worth the long wait.

Na brunch zawędrowaliśmy do Surrey's. Warto było wyczekać się w kolejce.


Commander's Palace Restaurant is a New Orleans classic. It's been serving fine food since 1880! As the story has it, they used to offer other goods as well to riverboat captains in the private rooms upstairs. Restauracja Commander's Palace to klasyk Nowego Orleanu. Serwuje świetne jedzenie od 1880 roku! Jak wieść niesie, swego czasu w pokojach na piętrze oferowała kapitanom łodzi rzecznych nie tylko obiady.

We visited the famous Lafayette Cemetery No. 1. They had their hands full here during yellow fever epidemics throughout the 19th century. I love graveyards but I was slightly let down by this one. I think I am just spoiled by the old European cemeteries. Odwiedziliśmy słynny Lafayette Cemetery No. 1. W czasie epidemii żółtej febry w XIX wieku mieli tutaj pełne ręce roboty. Uwielbiam cmentarze, ale ten trochę mnie rozczarował. Jestem zepsuta przez europejskie nekropolie.

My favorite thing about wandering around the Garden and the Lower Garden Districts was definitely sneaking peaks at the front porches. I would happily give up a Baltimore stoop for one of those! Moją ulubioną częścią naszych spacerów przez Garden District i Lower Garden District było zaglądanie do ganków. Chętnie zamieniłabym baltimorskie spotkania na schodach kamienicy na nowoorleańskie spotkania na gankach!


12 comments:

  1. Ładnie ISlandię opisałaś.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki. Sporo pozostało na niej do zobaczenia i opisania. Powrotu życzę i sobie, i Tobie.

      Delete
  2. Dzyzys, chcialabym umiec robic TAKIE zdjecia.cudo!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czuję się wielce połechtana. Dzięki!

      Delete
  3. przepiękny post z jedyną w swoim rodzaju architekturą tego miasta, które jest na mojej liście 10 wyjątkowych ... To jedno z lepszych wspomnień z mojego pobytu w USA

    ReplyDelete
    Replies
    1. O! Podziel się tą listą! Ciekawa jestem czy znalazło się na niej jeszcze jakieś inne amerykańskie miasto?

      Delete
  4. te wysokie drzwi i okna z okiennicami - rozkochałam się w nich!
    czytanie Twoich opowiadań, to prawdziwa przyjemność. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki, Maddie! To musi być dziwne wrażenie (i zmora rodziców małych dzieci) - mieć okna do samej ziemi.

      Delete
  5. Ale pieknie! Marzenie spedzic chociaz jadna dobre w takim domku, posiedziec na takiej werandzie

    ReplyDelete
  6. W moim domu na pewno będzie ganek, na 100 procent (:

    ReplyDelete
  7. Naszym marzenie jest odwiedzić Nowy Orlean. Piekne foty!

    ReplyDelete

Tyler: Can I ask your name?
Ally: Anonymous.
Tyler: Anonymous? Is that Greek?