Sunday, July 8, 2012

Grif learns most of his body parts have been replaced by leftovers.

Zanim ogarnę zdjęcia, zapiski i myśli z Kairu (lecz czy to się w ogóle da ogarnąć?), będę kończyć temat krakowski, który wydaje się już się tak odległy w czasie. 

W międzyczasie były Gliwice, dopinanie guzików, upychanie wszystkiego co potrzebne na włóczęgę po Afryce w plecaku litrów 34 (włącznie ze śpiworem i buciskami trekkingowymi! jestem z tego faktu bardzo dumna), a potem podróż opóźnionymi pociągami do Warszawy, wylot z ewakuowanego lotniska i zderzenie z zupełnie innym światem.

Przed Wami: moja osoba w piekarniku pod Wawelem - camper ukraińskich kibiców - policjanci impotenci czyli straż miejska w akcji - kąpiel kota - potem inne różności - mecz Hiszpania-Portugalia - oraz wejście do naszej kamienicy i nasza ulica.

A ja uciekam, bo czeka na mnie egipskie piwo, późny obiad i ładowanie akumulatorów na kolejny dzień kairskiego chaosu.
 



7 comments:

  1. Gosiu, odkryłam waszego bloga parę miesięcy temu, ale dopiero dzisiaj przyjrzałam się (przeczytałam wszystko) mu bliżej. Jestem na siebie zła, bo zamiast spędzać wakacje podróżując czytam o podróżach innych ludzi, ale - totalnie się w wami 'zafascynowałam'. Kończąc tę paplaninę:
    Byłaś kiedyś w Barcelonie/Katalonii?
    Jak radziłaś sobie z angielskim na początku twojej podróży?

    ReplyDelete
  2. Hej Katia, dzięki :) Katalonia wciąż jeszcze przed nami. Znamy tylko Andaluzję.
    Nie za bardzo wiem co masz na myśli z początkiem podróży, ale kiedy po raz pierwszy znalazłam się w Stanach, byłam przerażona jak niewiele potrafię zrozumieć i wyrazić (chociaż zdawałam pisemną maturę z angielskiego i uczyłam się go w szkołach językowych). Z jednej strony dlatego, że amerykański angielski różni się od brytyjskiego (no i ten slang!), a z drugiej dlatego, że szkoła zupełnie nie przygotowuje do posługiwania się żywym językiem (jeden z moich nauczycieli miał np. fioła na punkcie nazewnictwa maszyn rolniczych, do tej pory nie miałam okazji użyć słowa snopowiązałka!). W każdym razie, kiepsko było tylko na samym początku. Kiedy jest się otoczonym językiem, chłonie się go każdym porem skóry :)
    Ruszaj w podróż! Pozdrowienia.

    ReplyDelete
  3. o kurcze Gosia to już znaczy się już jesteście w Afryce? Łapcie chwile...choć wiem ze łapiecie ile się da:) pozdrawiam

    ReplyDelete
  4. PS. piękny pasek aparatowy

    ReplyDelete
  5. Dzięki! Marzyłam o fajnym pasku nie będącym reklamą aparatu i Lee kupił mi go na urodziny.

    Tak, od tygodnia! Łapiemy ile się da :) Pozdrawiamy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To pewnie nie wiesz, gdzie się takie kupuje? Świetny jest! :)

      Delete
    2. Na etsy.com! Można tam dostać paskoplęsu!

      Delete

Tyler: Can I ask your name?
Ally: Anonymous.
Tyler: Anonymous? Is that Greek?