Thursday, October 25, 2018

A'ohe pu'u ki'eki'e ke ho'a'o 'ia e pi'i, czyli wulkan Halaekalā na Maui.


Na mapie droga na wulkan Halaekalā wygląda jak jelito z książki do anatomii. Zza szyby samochodu wygląda natomiast tak, że sama nie wiem jak udało mi się ją przejechać bez zamykania oczu i puszczania kierownicy, zwłaszcza na 180-stopniowych ślepych zakrętach nad niezabezpieczonymi przepaściami.

W połowie wspinaczki wjechałyśmy w chmurę. Widoczność była tak marna, że nadjeżdżające z naprzeciwka samochody widziałyśmy dopiero wtedy, kiedy nas mijały. Dobrze, że nie było gdzie zawrócić, bo ostatecznie jednak z chmury wyjechałyśmy.

Codziennie o trzeciej nad ranem tę drogę przebywają tysiące turystów żeby ze szczytu oglądać wschód słońca. Te zakręty, te przepaście po ciemku, ta ruletka z chmurami, ta pizgawica, te sardynki w okrąglaku. Zapłaciłabym żeby nie jechać. To już chyba ten wiek. Gdzie moje pampersy dla seniorów?


Na szczycie panują wyjątkowo dobre warunki do badań astrofizycznych (kiedy nie ma chmury). W tle Obserwatorium Halaekalā. Dzielą je m.in. Departament Obrony, Siły Powietrzne, Uniwersytet Hawajski i Instytut Smithsona.

Pogoda na szczycie zmienia się bardzo gwałtownie i zawsze jest o 15-25 stopni zimniej niż na plażach. Dolny parking (powyżej) i dolny parking po 2 minutach (poniżej). Zima zaskakuje amerykańskich turystów nawet bardziej niż polskich drogowców, na szczycie trzęsą się w żonobijkach i japonkach. Nic tylko stoisko z kakao otwierać.

Te jasne placki to Halaekalā silverswords, bardzo zagrożona wyginięciem roślina, która występuje tylko tutaj. Rośnie przez nawet 90 lat, raz zakwita, rozrzuca nasiona i umiera. Przez lata turyści zrywali ją na pamiątkę, teraz park staje na uszach żeby ją uratować.

Dla rdzennych Hawajczyków krater był i jest miejscem świętym. To tutaj stał półbóg Maui kiedy złapał na lasso słońce żeby spowolnić jego wędrówkę po niebie i wydłużyć dzień. Ceremonie odbywają się tutaj do dzisiaj. Wiele rodzin przyjeżdża żeby zakopać w kraterze pępowinę. Słowo daję, nie zmyślam.

Po raz ostatni Halaekalā wybuchł około 1790 roku, lawę z tej erupcji pokazywałam w poprzednim poście. Jeszcze kiedyś pierdyknie, kiedy byłyśmy na Maui, opluwał się akurat wulkan Kīlauea z sąsiedniej wyspy. 

Punkt widokowy. W dobry dzień pewnie widać stąd conajmniej dwie wyspy. W kiepski tylko watę.

 
Owłosiona twarz na każdym zdjęciu ze szczytu.

2 comments:

  1. Było super ale na wspomnienie drogi na wulkanie wciąż mam gęsią skórkę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To, że nie krzyczałaś jako mój pasażer zapisuję jako sukces!

      Delete

Tyler: Can I ask your name?
Ally: Anonymous.
Tyler: Anonymous? Is that Greek?