Monday, July 9, 2018

Edward is a useless old steam pot.


Jak już wspominałam tutaj, Lee kazał mi pisać krótsze posty, a już napewno zamieszczać mniej zdjęć. Trudna sprawa, ale tym razem z pomocą przybyła mama notorycznie zamykając oczy na zdjęciach i automatycznie skracając relację. Dzięki, mamo!

Przyjazd mamy i wyjazd Lee zazębiały się o jeden dzień, więc Lee zdążył mamę oprowadzić po kampusie UC Berkeley (czyli Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley), który w Polsce głównie znany jest z tego, że przez lata uczył tu Miłosz, a na świecie głównie z ogromnych protestów w latach 60-tych przeciwko wojnie w Wietnamie i z ruchu hippisowskiego. Protesty i zamieszki nadal regularnie przetaczają się przez uniwersytet i miasto, ale UC Berkeley zdecydowanie złagodniał. 

UC Berkeley nie byłby tym czym jest gdyby nie dur brzuszny. A to było tak. Rodzina amerykańskiego potentata Lelanda Stanforda podróżowała po Europie, gdzie nastoletni Leland Junior zachorował na tyfus i zmarł. Stanfordowie wrócili do Stanów i żeby upamiętnić syna, wydali fortunę na ufundowanie w 1891 roku Uniwersytetu Stanforda. Weszło to na ambicję rywalom Stanfordów, Hearstom. W Berkeley funkcjonował już świeżo opierzony UC Berkeley, wystarczyło go teraz przerobić na światowej klasy uniwersytet.

Misja zakończona sukcesem - do tej pory UC Berkeley wyprodukował 104 laureatów nagrody Nobla, 14 laureatów Pulitzera, 20 laureatów Oscarów i 207 medalistów olimpijskich. W obecnej kadrze jest ośmiu noblistów.

Hearstowie zatrudnili słynnych amerykańskich architektów wykształconych w paryskiej École des Beaux-Arts. Styl Beaux-Arts, czyli francuski neoklasycyzm z elementami gotyku i renesansu dominuje więc na kampusie. Ale jeśli chcecie zobaczyć efekt prawdziwie mokrych snów Hearsta, to koniecznie obejrzyjcie zdjęcia zamku, który wybudował i do którego przeniósł całe pokoje pałacowe z Europy.

Jesteśmy w lesie? Nie, to nadal kampus. Są tu drzewa starsze niż uniwersytet, egzotyczne okazy, które pozostały po istniejącym tu kiedyś ogrodzie botanicznym, oraz cała masa drzew zasadzonych przez uniwersyteckich ogrodników.


Uniwersytet kocha swoje drzewa. Ważne okazy zagrożone przez przebudowę kampusu ratuje się na dwa sposoby: albo się je wykopuje i przenosi (jak ważącą 19 ton brzostownicę japońską), albo się buduje wokół nich (jak wokół jedynego w regionie mongolskiego dębu).


Hilgard Hall. W tych starych murach prowadzone są badania w bardzo aktualnych dziedzinach: globalnego ocieplenia, odnawialnych źródeł energii, bioróżnorodności i odpowiedzialnego zarządzania ekosystemami. Kalifornia jest najbardziej progresywnym ekologicznie stanem w dużym stopniu dzięki pracy naukowców z UC Berkeley. Przerywam słodkopierdzenie żeby dla równowagi dodać, że bombę atomową i bombę wodorową też budowali tutejsi naukowcy.

Wieża Sather czyli Campanile to symbol uniwersytetu. Zewsząd ją widać, wszystko z niej widać. To trzecia najwyższa na świecie dzwonnica z zegarem, lub też wieża zegarowa z dzwonem. A raczej z zespołem dzwonów, bo tutejszy carillon ma ich aż 61. Uniwersytet uczy gry na carillonie, wspomaga kampanologiczne programy edukacyjne, a trzy razy dziennie uniwersyteccy muzycy wjeżdżają windą na górę i grają mini koncert. Hejnaliści krakowscy pewnie daliby się pokroić się za tę windę.

 W wieży uniwersytet trzyma... kolekcję skamieniałości. Bo klimat jest właściwy.

Takie efekty specjalne to na kampusie normalka - ogrzewany jest on parą. Mało, oświetlany jest też energią wyprodukowaną dzięki parze.

Senior Hall, czyli budynek tajnego stowarzyszenia studentów. Spotkania odbywają się tutaj od 1906 roku. Wewnątrz budynku, oprócz dużego pokoju spotkań, mieści się ukryte pomieszczenie stowarzyszenia, do którego prowadzą zamaskowane drzwi. Dałabym się pokroić żeby tam wejść. Może Lee powinien zostać członkiem. Albo najlepiej klucznikiem.

Wzgórza w Berkeley. Dziesięć minut wspinaczki i widoki na trzy miasta, Alcatraz i most Golden Gate. No chyba, że nad San Francisco jest akurat mgła. Akurat była.

Oglądacie mecze NBA? Od czterech latach w finałach spotykają się te same dwie drużyny: Cleveland Cavaliers i Golden State Warriors. Warriors to drużyna z Oakland, więc od czasu przeprowadzki do Kalifornii profesjonalna liga zdecydowanie bardziej mnie interesuje. Akurat trwały finały, więc zaciągnęliśmy mamę do Sideshow Kitchen na mecz, lane piwo, i tacos. Sideshow karmi dobrze, sadza na zewnątrz, ma wspólne stoły, pozwala ciupać w piłkarzyki i cornhole, i wpuszcza z psami.


A tu maminek torturowany jest bekonem i kurczakiem od najlepszego wegańskiego rzeźnika na świecie, The Butcher's Son (z zapasem ich bekonu latam do Bostonu i zawsze wzbudzam na lotnisku podejrzenia). Nie miałyśmy zdrowia polować na stolik (w weekendy trzeba ostro przepychać się z konkurencją, bo to system zupełnie nieregulowany), więc uciekłyśmy na ławkę. Na szczęście od tego czasu Butcher's Son w końcu przeniósł się do większego lokalu.


Jakoś nie mogę uwierzyć, że zdjęcia z wulkanicznego rezerwatu nigdy się na blogu nie pojawiły (no oprócz tych!), bo jeżdżę tam często oczyścić głowę. Nasz wulkan jest nieczynny i bardzo stary, ale ma za to kilka labiryntów pokoju (witamy w Kalifornii!) i świetne widoki.


Tutaj mama duma na wulkanie i jeszcze nie wie, że za kilka dni poleci na Hawaje na wulkan z prawdziwego zdarzenia. 

1 comment:

  1. No, nadal trudno mi uwierzyć w to, że to nie bajka...

    ReplyDelete

Tyler: Can I ask your name?
Ally: Anonymous.
Tyler: Anonymous? Is that Greek?